Slow life

25-latka

Jestem Marta. Mam 25 lat, Męża, dwóch Synów i ciągły apetyt na życie. Nie żałuję, że tak wcześnie zostałam mamą i zamiast siedzieć na imprezie ,opieram głowę o zagłówek łóżka i walczę, aby nie zasnąć w trakcie karmienia piersią. Pewnie gdy jesteś w podobnym wieku, to pukasz się w czoło i pytasz „Po co ci to?”. Po co pieluchy, nieprzespane noce, płacze z różnego powodu i siedzenie w domu. Tak zadecydowałam, tego chciałam, ale rozumiem wybory każdej z Was. Wokół dzieci nie kręci się cały świat, możes je chcieć lub nie. Możesz się o nie starać lub nie móc ich posiadać. Poza rodzicielstwem jest wiele życiowych ról w których warto się spełniać… Ja zamieniłam pasję blogowania i fotografowania na pracę i łączę przyjemne z pożytecznym. Jestem w domu i pracuję – na dwa fronty. Staś prosi o picie, ja próbuję zjeść obiad, Olek śpi w wózku na dworze, a w głowie mam jeszcze listę rzeczy do zrobienia. Tak, mam 25 lat, dwójkę dzieci, Męża i jestem szczęśliwa. Tu i teraz.

Każdy z nas odpowiada za własne decyzje i ma pomysł na swoje życie. Ja od zawsze chciałam być młodą mamą, skończyć dziennikarstwo i uprawiać dla siebie samej jakiś sport. Trochę żałuję, że tak szybko skończyłam przygodę z siatkówką, bo ta dyscyplina naprawdę dawała mi nie tylko dużo fizycznej sprawności, ale i pewności siebie. Może moje życie potoczyłoby się inaczej gdyby nie kontuzja kolana…

Coraz bardziej wkręcam się w fotografię i tak, jak kiedyś nie lubiłam fotografować ludzi, tak teraz wraz z doświadczeniem nabieram odwagi i ochoty na zatrzymywanie tych ludzkich emocji.

Nie jestem zbieraczem rzeczy, staram się ograniczać zakupy i skupiać się na byciu, a nie posiadaniu. Dobrze mi w białych ścianach bez masy rozpraszających i wymagających sprzątania drobiazgów.

Czego bym chciała? Więcej spokoju ducha, lepszej pamięci, większej otwartości w sferze intymnej, a tak na co dzień, życzliwości innych ludzi.

Nie chciałabym byś jakimkolwiek tekstem poczuła się przeze mnie urażona. Jestem na hormonalnym haju, czasem zbyt zmęczona i podminowana komentarzami lub prywatnymi wiadomościami. To co pokazuję Wam na blogu to skrawek mnie. Tak naprawdę nie wiesz o mnie nic, tak jak i ja o Tobie. Nie staram się jednak wbijać Ci szpilek, nawet jeżeli czytając czyjeś zdania pukam się przed ekranem w czoło.

Mimo tych 25-ciu lat wciąż walczę o swoje zdanie. Walczę ze sobą by być kimś lepszym. By nie stać w miejscu i nie mieszać się w czyjeś życie. Mnie jest dobrze tu i teraz. Dobrze mi w macierzyństwie, dobrze z Mężem za rękę. Pewnie że mogłoby być lepiej. Mógłby być własny dom, praca i brak dzieci. Mógłby ale nie ma. Jest co innego w moim tu i teraz.

  • Nie usunęłam na moim blogu ani jednego komentarza droga Mirabelko.

    • Na Fb nie usunęłam żadnego komentarza tylko swój post. Nie potrzebuję Twojego schlebiania bo nie piszę dla pochwał. Piszę dla siebie i to ja pokazuję swój styl życia. Jak masz inny pomysł na siebie Ok, szanuję i nie nie komentuję, a wczorajszy post i tak uważam za prawdę, bo chyba nic w tym złego że teraz odchowam dzieci, a potem będę mogła odpocząć, gdy inne kobiety dopiero zdecydują się na dziecko. One do tego dojrzewają teraz, starają się o nie albo po prostu rezygnują. Mi nic do tego, ale taka jest po prostu rzeczywistość.

    • Jeśli ktoś wyczytał krytykę późniejszego macierzyństwa to raczej jego własne dopowiedzenie. Ja nie napisałam, że ktoś taki jest gorszy, a ja lepsza. To ja teraz siedzę w kupach i pieluchach, przecieka mi mlekiem 5 bluzek dziennie. Wyrywam godzinę na pracę żeby robić cos dla siebie i odprężenia umysłu. To moj wybór. Jak ktoś chce mieć dzieci po 30, 40 to jest jego wybór, ja wybrałam inaczej i mogę o tym pisać.

  • Nina Olech

    Niestety coraz więcej komentarzy jest w podobnym do mojego toku myślenia – bloga prowadzisz żeby pokazac innym mamom, że jesteś lepsza, bardziej zaradna itp. A w rzeczywistości najpierw dostajesz od sponsorów produkty, które reklamujesz że są super (za co dostajesz odpowiednią gratyfikację), po to aby później je sprzedać bo „już nie są fajne” 🙂

  • Smuci mnie, że ostatnio tyle hejtu w sieci. Jestem szarą myszką w blogowaniu, ale coraz częściej, na stronach, które obserwuję, pojawiają się tego typu wpisy – z usprawiedliwiającym tonem, bo żeby czasem ktoś zaraz nie poczuł się obrażony, albo nie zarzucił, że autor czuje się lepszy… Dobrze, że żyjesz, jak chcesz. Pięknie, że o tym piszesz i masz na to energię. Dużo dystansu, a zdjęcia są prze-pię-kne!

    • Niestety niektórzy nie odrobili w szkole lekcji czytania ze zrozumieniem i nad wszystkim tworzą domysły 🙂 Szkoda pisać… 😉

  • Do tej pory czytałam każdy post ale siedziałam cichutko, bo sama nie wiedziałam jak się wypowiadać w niektórych kwestiach. Wyszła młodo za mąż- ok, ja jeszcze nie wyszłam ale to moja sprawa, ma dzieci- ok, ja nie mam ale to moja sprawa, wierzy w Boga- u mnie z tym na bakier, ale to moja sprawa, ma spoko życie- ok, ja nie do końca ale to mój problem, czyta takie a nie inne książki- ok, ja czytam inne- moja sprawa.

    Wiesz co mnie cieszy w Twoim blogu- że to jeden z niewielu, który jest po prostu autentyczny. Czasem są dobre momenty, czasem są złe, nie ma idealnego świadka, enklawy, szkła dookoła.
    Boli mnie to że większość mam po 30-stce robi sobie właśnie ten idealny światek na swoich blogach, bo mają już ustawione życie, bardzo często kupiony dom/mieszkanie, dziadkowie są już na emeryturze i w ogóle sielanka, przeczytane milion książek o dzieciach, aranżacji wnętrz i kotach i w ogóle och ach i klękajcie narody.
    Za to, my młode (ja mam 24 lata) tak naprawdę nie mamy nic, często dopiero zaczynamy pracę, często nie mamy za wiele oszczędności, często boimy się samodzielności, o strachu przed ciążą i jak to będzie po to już nie wspomnę.
    Dlatego ja tak bardzo Ciebie podziwiam. Bardzo ! Mój ślub będzie za ok 50 dni a ja boję się że nie będę taką żoną jakby chciał mój mąż, boję się ciąży która kiedyś i tak nastąpi, boję się że nie damy sobie rady z remontem domu. Po prostu po ludzku się boję. Ty na pewno też się bałaś więc wiesz o czym piszę.
    Ale jednocześnie bardzo Ci zazdroszczę. Bo faktycznie nie ma na co czekać i udawać że w wieku 30-40 lat to jest świadome macierzyństwo i świadomy związek. Gówno prawda krótko mówiąc. Czy masz 18 lat czy 42 lata możesz być tak samo świadoma tego co robisz jak i nie świadoma tego co robisz. I tłumaczenia późne-wczesne to jakiś abstrakt. Każdy ma swój czas i na tym trzeba zakończyć temat.
    Dodam tylko że zazdroszczę Ci wiary, podejrzewam że z nią jest Ci o wiele łatwiej. Pomyślisz- „skoro jest łatwiej to Ty też możesz wierzyć” – niestety to nie takie proste. Ja jeszcze tego nie czuję, choć chciałabym poczuć.

    Chyba zacznę wypowiadać się tutaj częściej bo jakoś tak lżej w głowie po napisaniu tych kilkunastu słów.

    • Dziękuję za ten komentarz! Super, że tu jesteś <3 Od razu mi lepiej, że są tu osoby, które rozumieją w jaki sposób i do kogo piszę. Nikogo nie zmuszam do mojego stylu życia, pokazuję swoje wybory, nie mam namolnych reklam, które i tak pojawiają się rzadko, bo wszystko praktycznie sama kupuję, a to że podaję link, nie znaczy, że od kogoś coś dostałam 🙂

      Faktycznie blogi mam po 30-stce są inne. Możemy im zazdrościć ustatkowania, sławy… tylko po co? Mamy na to czas.

      Będziesz na pewno super żoną, bo małżeństwo rozwija. Ciąża to obciążenie dla organizmu i ja wcale nie jestem zauroczona tym stanem. Byle minęło. Wolę tulić maluszka w ramionach, bo kopanie żeber, a potem ich wracanie na miejsce obyło się za drugim razem na paracetamolu…

      W internecie niestety ludzie wytykają innym słówka i przypisują im własny kontekst. Non stop wyciąga się ze zdań własne filozofie i dorabia nowe idee, krytykuje. Przecież w większości się nie znamy, więc co możemy o drugim człowieku powiedzieć przez ekran?

      Do Twojego ślubu już niewiele czasu, więc trzymam kciuki, aby była to wspaniała chwila dla Was obojga 🙂

  • A ja właśnie przeczytałam i wcale nie puknęłam się w czoło tylko raczej stwierdziłam, że ja też bym tak chciałaaaaa! 🙂 No ale na wszystko przyjdzie czas!

    • Oczywiście! Każdy wybiera odpowiedni moment na wszystko w swoim życiu. To nie znaczy, że ktoś wybrał lepiej czy gorzej. Po prostu po swojemu 🙂