Dzieci

3 miesiące z dwójką dzieci

Dlaczego dni z pierwszym dzieckiem ciągnęły się tak wolno? Dlaczego już rano czekałam czasem aż Mąż wróci z pracy i będziemy zamiennie zajmować się Synkiem? Czas niesamowicie przyspieszył, gdy tylko na świecie pojawił się Olek. To kompletnie inna bajka. Z dwójką maluchów ZAWSZE jest co robić. Nie ma chwili żeby nie było czegoś do posprzątania, odłożenia na miejsce, wytarcia, wyprania, ugotowania, umycia… Od trzech miesięcy dzień w dzień zapieprzam na pełnych obrotach i dziękuję Bogu, że mogę odespać to w nocy. Spokój mój i Męża udziela się chłopakom i nie narzekamy na jakiś szczególny brak snu. No chyba że sami chcemy jeszcze coś porobić jak oni zasną i siedzimy do połowy nocy nad komputerami, nieumytymi garnkami, książką albo niespakowanymi paczkami. Takie życie.

3 miesiące z dwójką dzieci

… minęły jak z bicza strzelił. Najpierw przedłużony pobyt w szpitalu ze względu na zapalenie płuc Olka, potem urlop Męża, lato, no i zaraz będzie jesień. Oluś ma już trzy miesiące, z drobnej chudzinki wskoczył teraz w rozmiar 68/74 i ma niekończący się mleczny apetyt. Tak naprawdę nie mam w ciągu dnia chwili tylko dla siebie. Jeszcze nie mam. Gdy jeden śpi, drugi zwykle się budzi, bo wspólne drzemki zdarzają się rzadko. Z Olkiem w wózku idziemy ze Stasiem na spacer, plac zabaw albo po prostu na ogród i spędzamy razem czas. Gdy natomiast karmię malutkiego, starszak ma czas na bajkę, zabawę samochodami, rysowanie albo twórczą nudę. Zwykle Olek ma ekstremalne warunki jedzeniowe, bo ktoś z nadmiarem energii skacze dookoła, krzyczy, chce uwagi i prosi o wspólne bawienie się autkami.

Z perspektywy czasu widzę, że ogarnięcie jednego dziecka jest dziecinnie proste. Oczywiście mówię tu o zdrowym dziecku. Zęby, skoki rozwojowe, wahania nastrojów lub kiepskie dni można ze spokojem przeżyć mając u boku współpracującego partnera. Po jakimś czasie wszystko się stabilizuje i bez problemu można uprawiać sport, czytać, rozwijać jakąś pasję. To kwestia chęci, a nie posiadania dziecka, bo ono w niczym nie przeszkadza. Raczej mobilizuje i pomaga lepiej zorganizować życie pod kątem priorytetów.

W tej chwili mam głowę ciągle zaprzątniętą dziecięcymi sprawami – przedszkole, odpieluchowanie, przytulanie Olka bo tego potrzebuje, a w niedalekiej przyszłości zęby… Czasu dla siebie jest niewiele – wystarcza na szybki prysznic i zrobienie wieczornego kakao. Pomysły na posty wymyślam sama nie wiem kiedy. Zdjęcia wychodzą podczas weekendów. Planów mam wiele, czasu mniej. Buty do biegania wciąż czekają, książki kurzą się na regale, bo wciąż czytam zbyt wolno. Jest super, ogarniamy ich, Olek przesypia nam całe noce, ale o sobie niestety zapominamy. Gdy w końcu chłopaki zasną my zwykle też… Przytulanie? To rzadkość. Brakuje nam tego. Chciałoby się film obejrzeć, ze spokojem poleżeć na sobie i popatrzeć w oczy, wymasować. Nadejdzie i na to pewnie moment, ale w tej chwili czuję tego ogromny niedosyt.

Na szczęściu tak ogromnego armagedonu jak przy pierwszym dziecku nie odczułam. Staś tak mocno zabiega o uwagę, że nawet jak Olek trochę więcej potrzebuje mnie w ciągu dnia, to po prostu motam go w chustę i w czasie spaceru lub przebywania na ogrodzie mocno przytulam i całuję. Oddaję im całą siebie, ale z tyłu głowy mam też swoje plany. Nowy aparat, obiektywy i kilka sesji po drodze pobudziło mój apetyt na fotograficzny rozwój. Praktyka czyni mistrza. W każdej dziedzinie życia.