Slow life

A co, gdyby wody zabrakło?

Na palcach dwóch rąk mogłabym policzyć dni, w które padało w lato w mojej wiosce. Jak nigdy podlewaliśmy trawę, drzewa owocowe, rododendrony, magnolię, by uchronić te rośliny od wyschnięcia. Woda lała się wiadrami i wężami, bo tej z nieba nie było ani widać, ani czuć. Strasznie gorące lato, praktycznie brak wiosny, ciepły październik… co się dzieje z tą pogodą? Czytając książkę Mai Lunde „Błękit”, faktycznie można zacząć się zastanawiać nad tym, co by było, gdyby wody zabrakło. Nie za sto, czy dwieście lat, ale dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści. Wtedy będziemy w średnim i starszym wieku, a nasze dzieci i być może wnuki będą musiały stawić czoła zmianom klimatycznym. Chyba nie jesteśmy na to gotowi, a zmiany po cichu wkraczają już w nasze życie.

A co, gdyby wody zabrakło?

Ostatnio w jednej ze śniadaniowych knajp w Poznaniu zapytałam o słomki dla synów. Głupia zostałam spiorunowana wzrokiem nieco strapionej kelnerki, która wydukała, że oni odchodzą od używania plastikowych rurek. Tak to naokoło powiedziała, a nie wprost, że dbają o środowisko i plastiku nie podają. Byłby koniec tematu, a tak siedząc i czekając na zamówienie sama zaczęłam się zastanawiać, że faktycznie jedna słomka cudu nie uczyni, ale jakby chociażby z knajp przyjaznych dzieciom zaczęły znikać rurki to tego plastiku byłoby mniej. Moi chłopcy używają ich z przyzwyczajenia, a nie z potrzeby, bo doskonale radzą sobie z piciem z kubka. Olek samodzielnie go jeszcze nie trzyma, ale z naszą pomocą bez problemu zaspokoi pragnienie. Nie używamy przy nim bidonów i tego typu wynalazków. Ma jedną butelkę do mleka, a z reszty zrezygnowaliśmy już przy Stasiu, bo utrzymanie w higienicznej czystości takich pojemników jest praktycznie niemożliwe.

Surowce naturalne się zmniejszają i nie możemy z tym polemizować. Nie jestem jakąś eko aktywistką i skrajnym, nastawionym sceptycznie do sieciówek konsumentem, który kupuje tylko to co naturalne, eco, bio. Po prostu nie. Zmiany jednak widać. Wyraźnie. Środowisko się zmienia, powietrze, woda. Sama pogoda jest już trudna do określenia. Prognozy to tylko prognozy, ale kiedyś były chyba skuteczniejsze. Teraz mimo wielu nowocześniejszych metod to nadal natura wygrywa z nami i nie mamy na nią z tej strony wpływu.

A jednak te słomki, picie kranówki, recykling to drobne, dobre nawyki. Zmiany już zaszły, czas je spowolnić, bo utoniemy w śmieciach, bez słodkiej wody do picia, wypaleni przez masakryczne upały. To drakońska wizja szalonych przepowiadaczy ludzkiej zagłady, ale gdyby się lepiej przyjrzeć filmom katastroficznych, książkom Orwella, czy „Nowemu wspaniałemu światu” to naprawdę można się przerazić, ile fikcji przedarło się do naszego realnego świata.

Myślmy, wybierajmy świadomiej. Będzie nam wszystkim z tym lepiej.

A co, gdyby wody zabrakło? Maja Lunde Błękit