Dzieci Slow life

Ciąża to nie choroba, ale też nie bułka z masłem

Wszyscy Ci gratulują, uśmiechają się na widok brzucha, pytają jak się czujesz i czy z maleństwem w porządku. Tak, tak, czuję się już dobrze. Co z tego, że nie wiem co bym chciała zjeść? Co z tego że sapię idąc po schodach? Co ma za znaczenie, że stale mam humory? To nieważne, bo same ciężarne mówią wciąż, że nie potrzebują pomocy, że dadzą radę, że przecież nie są chore, tylko w ciąży. Jakaż to odmiana gdy jesteś całkowicie zdrowa, a w stanie błogosławionym okazuje się, że twój organizm ledwo daje radę „wykarmić” dwa ciała…

Ciąża to nie choroba, ale też nie bułka z masłem

Mnie już pierwsza ciąża zaskoczyła ilością badań, które musiałam wykonywać, a potem dolegliwościami, jakie zostały wykrywane dzięki nim… Przez kilka miesięcy walczyłam z bakteriami w moczu, próbowałam zbić wysokie TSH, do tego na koniec nosicielstwo paciorkowca i anemia przez niską hemoglobinę oraz żelazo. Tak, ciąża to nie choroba, ale przez nią kobieta może mieć sporo nieprzyjemnych dolegliwości, które czasem ciągną się jeszcze długo po narodzinach dziecka. W zależności od tego na jakiego lekarza ginekologa trafisz, możesz brać naprawdę sporo pigułek, bo będzie on miał takie podejście. Ja tym razem chodzę do PANI doktor, która myśli w sposób podobny do mnie i nie wypisuje mi pochopnie żadnych lekarstw. Ba, nie muszę nawet na każdą wizytę pobierać krwi i moczu, bo przy mojej anemii do końca ciąży pozbyłabym się połowy swoich płynów. Dzięki temu ta ciąża jest tańsza, ale i spokojniejsza. Bakterie znów mam wykryte, poziom TSH jeszcze wyższy niż ze Stasiem, ale sytuacja jest opanowana i mogę normalnie funkcjonować nie myśląc stale o rozkładzie tabletek i liście badań do zrobienia.

Pierwszeństwo w kolejkach to często puste hasło reklamowe

Mogę chodzić na basen, zakupy z Synkiem, spokojnie ćwiczyć i robić to na co mam ochotę. Gdy tylko przychodzi mi do głowy pomysł wybrania się do galerii handlowej (na szczęście coraz rzadziej) zderzam się z szarą rzeczywistością i brakiem empatii wśród ludzi. Fakt, nie jestem w 8. miesiącu ciąży, a w 20 tygodniu, ale wierz mi, nie sposób już nie zauważyć mojego brzucha. W sklepach, które szczycą się przy kasach tabliczkami, że „Kobiety ciężarne są przyjmowane poza kolejnością”, kasjerzy w ogóle nie patrzą, czy z kolejki nie trzeba takiej kobiety wyróżnić. Same brzuchate często nie mają ochoty się wychylać, bo cała reszta stojących patrzy na nie ze wzrokiem zabójcy. Nagle brzuch staje się przedmiotem zawiści. Przykre to i smutne, bo w żadnym wypadku nie zachęca do wizyt w takim sklepie. Ja zawsze gdy w kolejce widziałam ciężarną, a nie miałam brzucha, przepuszczałam przed siebie. Za to ostatnio w Biedronce jakaś Pani próbowała wejść jeszcze przede mnie, bo chciała „tylko bułkę na śniadanie kupić”. Grzecznie odmówiłam i powiedziałam, że jestem w ciąży i już chwilę stoję w oczekiwaniu do kasy. Szkoda, że poza czubkiem własnego nosa nie widzimy za dużo. W sumie to jednak nie dziwne, jak w każdej możliwej chwili gapimy się w telefony…

Nie musisz nas wyróżniać, wystarczy że uszanujesz ten stan

Ciąża jest dla niektórych z nas wymodlonym cudem. Każdy dzień to dar, więc spróbuj tak myśleć o ciężarnych. One nie chcą Twojej litości, tylko szacunku. Te 9 miesięcy to nie jest ciągłe, nieopanowane żarcie, ale myślenie o dobru obojga. To nie seks bez zabezpieczeń 3 razy dziennie, bo często nie ma się na niego siły. To nie bieganie po galeriach i wydawanie kasy na wyprawkę, bo pieniądze na drzewach nie rosną. Nie patrz na mnie takim wzrokiem, gdy skorzystam z prawa pierwszeństwa w kolejce – ono mi się należy. Nie jestem męczennicą, ja noszę w sobie nowe życie.

DSC_0608