Slow life

Czas dla nas

Wysysają mnie. Chodzę od jednego garnka do odkurzacza. Od pieluchy do autek na macie. Próbuję się oderwać. Ryk. Zaangażuję się, jest śmiech i radość. Zerkam na telefon. Znów ryk. Biegamy szaleńczo wokół stołu, szuram nogą i udaję zapuszczanie motoru – wyje ze śmiechu. Chcę poczytać. Jeszcze większy ryk. No dobra panowie, rzucam wszystko i jestem wasza. Mam czas dla nas. Jest wtedy naprawdę dobrze. Zapominam o ciepłej herbacie, chociaż zrobiłam ich chyba ze trzy. Gazeta wala się między autkami. Telefon wyciszony milczy i nie przypomina o zaległych wiadomościach. Jestem tu i teraz żeby mieć spokój. Mój i ich. Przy nich zapomina się o jakichkolwiek troskach. Patrzysz w te bezbronne oczy, które podpuszczają cię i zapraszają do zabaw. No dalej, rusz się, ile mogę czekać. Jak czekają za długo to tupot, ryk, histeria, zwracanie na siebie uwagi. A przecież tylko czasu chcą. Czasu, który dla nas jest na wagę złota. Tyle rzeczy ciągle do zrobienia, doba taka krótka, za nic wydłużyć się nie da. Szczególnie gdy w miejscu nie chcesz stać. Masz plan zrobić to i tamto, a ktoś uświadamia ci, że twoje plany zaraz runą jak ten domek z kloców, co razem zbudowaliście. I zmieniasz plan, odpuszczasz, bo zwariujesz.

To od Ciebie zależy, co teraz wybierzesz. Czy zostajesz z dziećmi w domu, czy potrzebujesz już uciec żeby wieczorem mocno docenić, że je masz. Tak też przecież jest dobrze. To Twój wybór. Znaleźć złoty środek to cel. Cel i droga. Do szczęścia, do spokojnego bytu. Nie słuchaj Baśki, Kaśki, Oli, Wioli. Posłuchaj serca. Ono Ci powie, co dla Ciebie dobre.

W weekend nie potrafię i nie chcę na razie pracować. W piątek sprzątam, a w soboty lub niedzielę wyjeżdżamy. Szukamy nowego miejsca na obiad, zabieramy przekąski na mały głód i z otwartą głową ruszamy w drogę. Mamy czas dla nas. Na bieganie w liściach, budowanie wspólnego mostu, pogłębianie relacji i poznawanie się. Na rozmowy, na trzymanie się za rękę. Wtedy nie zabieram gazety, herbatę robię w termosie, a telefon wrzucam głęboko do torebki. Dzieci wyją w weekend tylko ze zmęczenia i nadmiaru wrażeń. Chyba tak powinno być.

  • Podziwiam Cię, że jesteś w stanie oddać się w ich ręce w 100%. Ja na razie nie jestem gotowa na takie poświęcenie. Mam nadzieję, że to przyjdzie z czasem 🙂

    • Jak nie oddasz to wierz mi – frustracja obustronna. Czasem jednego wystarczy trochę ponosić, drugiego pogonić wokół stołu i na jakiś czas spokój – zajmą się czymś. Ten czas tylko dla nich jest bardzo ważny.

  • Natalia_21

    świetny wpis i bardzo inspirujący 🙂

  • W ciąży korzystaj z wolności póki się da. Z dwójką jest naprawdę kilka minut dziennie dla siebie… chyba że jedno w przedszkolu to troszkę od rana da się ogarnąć. Chociaż dzisiaj Olas non stop na mnie, albo cyc albo noszenie…

  • Też staram się weekendy mieć typowo dla rodziny. Na razie jest nas dwoje, ale jak tylko możemy ruszamy w jakiąś podróż czy planujemy wspólny dzień u rodziny czy w domu. Z dala od komórek, komputerów i pracy.

  • Kolejny piękny tekst i piękne zdjęcia 😉

  • Pięknie napisane, bardzo prawdziwe 🙂 W codziennej gonitwie staram się mieć jak najwiecej czasu dla rodziny. Oczywiście w weekend to już w 100% 🙂 Tyle, ile się da

  • Rogalin to obok mnie 🙂
    Wybór zawsze należy do nas, jak zaczynam robić coś z córką, odkładam telefon-chyba, że robimy sobie zdjęcia 🙂

    • Zawsze mogę ja Wam zrobić! Z przyjemnością ❤️

  • Zacisze Lenki

    Wspaniały wpis. Czas z rodziną jest bezcenny, obyśmy umieli to docenić i nie żałowali, że się czegoś nie zrobiło, nie powiedziało, nigdy nie wiadomo jak potoczy się życie.

    • Oby, oby. U nas dwie bliższe osoby z rodziny w szpitalu w stanie ciężkim…

      • Zacisze Lenki

        Oj to życzę dla nich poprawy zdrowia, a dla was wytrwałości. Trzymajcie się dzielnie, wsparcie dla tych osób jest teraz bardzo ważne.

  • U nas nie ma weekendu, bo mąż pracuje i wtedy. Mam dwie córki, więc dobrze wiem, jak to jest, gdy próbuję się przy nich gotować i sprzątać. Starsza już zrozumie, się że czasem mama ma coś do zrobienia, potrafi się sama pobawić. Choć nie zawsze. Ale jej prawie 7-miesieczna siostra ma to gdzieś. Ryk ledwo mama zacznie się oddalać. Nie zawsze mogę sobie odpuścić. Przecież ktoś musi ugotować obiad, posprzątać po nim.

  • Ja nie mam nosidła i żałuję, że się nie zdecydowałam… Dziś już nie widzę sensu kupowania. Chcę nauczyć dziecko, że może być samo nieopodal mamy. W leżaczku jej jednak źle, leżeć na dywanie obok mamy też zwykle. Najlepiej na rękach. Bo chce widzieć, chce być blisko. A jak nie jest to awantura na cały blok… A jak mama zaczyna się oddalać lub zniknie z pola widzenia to już armageddon. 🙂