Slow life

Da radę, jeśli mu pozwolisz

„Nie biegaj, bo się spocisz. Nie wchodź tam, bo spadniesz. Nie dasz rady, nawet nie próbuj. Po co to robisz?” Który rodzic nie skomentował choć raz tak swojego dziecka. Takie zdania mogą być krzywdzące, wzbudzać w maluchach lęk przed nowościami, sprawdzaniem się. A przecież one właśnie tak uczą się świata, relacji z ludźmi, samych siebie. Przez doświadczenia i doświadczanie. Muszę biegać, skakać, wchodzić wysoko, patrzeć w chmury, próbować złapać motyle, chlupać w kałużach. Bez tego nie ma dzieciństwa. Żeby z malucha wyrósł ciekawy i otwarty człowiek musi mieć ku temu okazję. Kto się nie robi zamknięty, jeśli ma wokół same ograniczenia? Chyba tylko osoba o stalowych nerwach. Więc spróbuj wyluzować, odpuść i daj żyć. Sobie i dziecku. Ono da radę, jeśli mu pozwolisz.

Nie piszę tu o braku granic. O bieganiu bez czapki w palącym słońcu i spełnianiu każdej zachcianki, nawet gdy za rogiem czai się wybuch histerii. Granice pozwalają nam czuć się bezpiecznie. Próba ich przekroczenia to norma. Inaczej byśmy nie wiedzieli na jak dużo możemy sobie pozwolić. Zresztą my dorośli też to robimy choćby zakochując się i przekraczając kolejne bariery intymności z ukochaną osobą. Sprawdzamy ile jeszcze możemy wziąć, brać.

Może moje swobodne podejście do relacji z dziećmi ma związek z wiekiem. 25 lat to nie 35, 45. Mam masę energii, pomysłów i wcale nie dziwię się, że dzieci mają jej jeszcze więcej. Doceniam wczesne wstawanie, bo sama je lubię. Można wycisnąć wtedy dzień jak cytrynę, a wieczorem z uśmiechem na ustach zasypiać czytając Franklina czy wiersze domowe. Biegam za rowerkiem biegowym, zrywam morele z drzewa, chodzę cały dzień boso po ogrodzie i nie narzekam, że nie mogę nic zrobić dla siebie. Wieczorem to ja jadę do sesje zdjęciowe lub siadam do obróbki i myślę sobie, że fajne takie życie, kiedy drugiemu człowiekowi dajesz swój czas. Czas i uwagę. Dziś zauważyłam, że Staś nie woła nachalnie „Mamo spójrz”, bo ja po prostu na niego patrzę. Gdy moi synowie są blisko, całuję ich i przytulam, żeby dać im tej miłości jak najwięcej. Żeby obaj nie bali się drugiego człowieka, szanowali się i innych nawzajem oraz by nie czuli ograniczeń. Bo żeby stwierdzić, że czegoś nie można najpierw trzeba podjąć próbę. Jeśli Staś ma zrobić coś nowego i nie może sam wykombinować, jak to ogarnąć mówi – „Mamo pokaż jak to zrobić”, „Którędy”. Szukanie sposobu to przygoda. Przygoda życia.

Mamą idealną nie będę nigdy. Żadna z kobiet nie jest. Dążenie do ideału już dawno odpuściłam, bo takiego nie mam. Czuję się dobrze, gdy jestem na bieżąco ze wszystkim i nikt nie bombarduje mnie zaległymi sprawami. Wychowanie dzieci to najtrudniejsza rola na świecie. Masz pomóc dziecku stać się fajnym człowiekiem i od kiedy tylko je urodzisz zastanawiasz się czy dasz radę. Myślisz o tym jakie będzie, ja niekoniecznie snuję plany zawodowe, bo to indywidualna preferencja i predyspozycja do danego zawodu. Szczęście to nie wszystko. Przyda się kropla talentu i morze pracy. Nad sobą przede wszystkim.

Chciałabym by moi synowie doceniali to co mają, by mieli dobry kontakt z ludźmi, by potrafili ugotować coś ukochanej osobie i dbać o jej potrzeby na co dzień, a nie od święta. By nie przejmowali się opiniami innych, bo one często są krzywdzące. I robili to co będzie sprawiać im przyjemność, a jednocześnie może pomagać komuś. Aby się to udało wiem, że teraz to ja muszę panować nad sobą i testować cierpliwość. Czasem są takie dni, że minuty ciągną się w nieskończoność, kłótnie między nami gonią jedna za drugą, a ja po prostu wieczorem chciałabym żeby już nikt się do mnie nie odzywał, bo mi nic nie pomoże, tylko spokój i cisza. Zdarza się to częściej niż czasem. Ale takie jest macierzyństwo. Nie z instagrama, gdzie wszystko jest łatwe, piękne i przyjemne, a matka zawsze ma makijaż i boski uśmiech, nawet gdy nie przespała nocy, bo dziecko ząbkowało. Kto się przyzna, że po dwóch godzinach snu, w ciągu dnia leży praktycznie jak kłoda, zasłania oczy okularami i stara się przetrwać do wieczora, modląc się, by kolejna noc była choć odrobinę lepsza. Rzadko kto, bo to się nie sprzedaje. To nie wygląda dobrze, że piszesz prawdę, którą inni próbują ukryć, zamaskować jakimś paskudnym filtrem albo aplikacją nakładającą makijaż. Nie zastanawiam się już po co, bo szkoda czasu na cudze wyimaginowane życie.

W tym czasie można wyrzucić dzieciom mąkę, płatki owsiane, kaszę gryczaną, dać kilka przyborów z kuchni, sitko, lejki, miarki do makaronu i razem z nimi przesypywać proszek, a potem z dodatkiem wody urobić „ciasto”. Tak. Pobrudzą się. Ciebie też pobrudzą. Może nawet zaczniecie rzucać tym w siebie, ale z prawdziwym i szczerym uśmiechem. I tak. Ponownie tak. Ty to wszystko posprzątasz, może z małą pomocą skrzatów, ogarniesz bałagan i stwierdzisz, że było warto. Bo może ( jeszcze tego nie wiem, na razie testuję ) dzięki temu wyrośnie fajny człowiek. Taki który da sobie w życiu radę.

Zdjęcia może niekoniecznie nawiązują do tekstu. Miałam co innego w głowie, ale jakoś słowa poszybowały dzięki klawiaturze w inną stronę. Wjeżdżaliśmy na Kopę wyciągiem, a potem szliśmy z chłopakami na Śnieżkę czarnym szlakiem, tym bardziej stromym. Od początku do końca Staś wszedł sam. Ze mną za rękę. Oczywiście nie obyło się bez marudzenia, ale lubię motywować ludzi i napędzać ich zwalniające wewnętrzne silniki. Paczka mamby, dużo uśmiechu, trochę przekory i tak nasz marudny 3,5 latek wszedł i zszedł ze szczytu sam. Będzie z takiego człowiek. Mówię Ci!