Slow life

Doceniaj czas, bardziej niż zwykle

Przychodzimy na świat z wrodzoną uważnością. Popatrz na dzieci. One nie potrafią robić kilku rzeczy naraz. Jak patrzą w niebo to zachwycają się gwiazdami, jak zobaczą gąsienicę to położą się na ziemi żeby ją lepiej widzieć, a jak zaczną płakać to już na całego i tu się liczy kreatywność rodzica. Skupienie na danej czynności jest dla maluchów całkowite. Nic ich nie rozprasza tak jak nas. Oni nie oceniają, nie liczą za i przeciw. Szybko dokonują wyboru, nawet jeśli zaraz się wywrócą czy uderzą. Nie będą sobie za to wypominać, że nie spróbowali. Pomyśl kiedy ostatni raz zatraciłaś się w byciu tu i teraz? Kiedy nie robiłaś pięciu rzeczy naraz? Mimo że wmawia się nam, że wielofunkcyjność jest super to jednak zastanów się czy faktycznie. Zupa lepiej wychodzi ci, kiedy spokojnie kroisz składniki, mieszasz, próbujesz, czy kiedy jednocześnie próbujesz przeglądać facebooka, układać klocki z dzieckiem i myślisz ile jeszcze masz pracy. Pewnie, od nadmiaru spraw nie uciekniemy, ale ich porządkowanie, nadawanie priorytetów powinno ułatwić codziennie funkcjonowanie. Dlatego doceniaj czas bardziej niż zwykle, bo on jest tego wart. To wszystko co mamy.

Doceniaj czas, bardziej niż zwykle

Szybki świat nie zna słowa powoli, on pochłania wszystkie wolne przestrzenie i próbuje się wdzierać do naszego życia bez zapowiedzi. A gdzie szacunek do chwili? Do drugiego człowieka, z którym siedzimy, ale patrząc w telefon jakby jesteśmy w innym świecie. Wolę ciszę niż miasto dudniące nawet nocą. Ku zdziwieniu wielu, mimo nadal młodego wieku nie chadzam na głośne imprezy, nie spotykam się w klubach, wybieram kameralne miejsca na zjedzenie dobrego śniadania lub obiadu. Bo ja przestałam żyć dla innych. Nie zależy mi, by komuś się pokazać i chwalić się. Robię wszystko dla siebie i mojej rodziny. By mnie było dobrze, a nie obcym ludziom, którzy mnie nie znają. A gdzie ich najmniej? Za miastem. W otoczeniu przyrody.

Żeby w dzisiejszym świecie pozostać naprawdę wiernym sobie i swoim wartościom trzeba dbać o dyscyplinę. Nie wystawiać się na pokusy. Gdy nawyk się utrwali będziesz zostawiać z kwitkiem sporo ludzi. Będzie dużo zawistnych i kpiących komentarzy. Albo po prostu cisza, a ona też coś znaczy. Tylko Ty dla nich nie masz znaczenia. Byłaś i Cię nie ma. Zdecyduj zatem czy robisz wszystko dla siebie, czy dla poklasku innych? Nie bój się marzeń. Nawet tych drobnych myśli przed zaśnięciem. Próbuj, eksperymentuj i przestań się bać. Pomyśl, jak bardzo możesz kiedyś żałować, że nie spróbowałaś, że marnowałaś czas na przeglądanie cudzego wizerunku (celowo nie piszę życia, bo nasze profile w social media to tylko wizerunki), że mówiłaś że się nie da i nie uda, chociaż nie podjęłaś żadnego wysiłku, by to sprawdzić.

„Wszystko w życiu jest sztuką. To co robisz. Jak się ubierasz. Sposób w jaki kogoś kochasz i mówisz. Twój uśmiech i Twoja osobowość. To w co wierzysz. I wszystkie twoje marzenia. Sposób, w jaki pijesz herbatę. Dekorujesz mieszkanie. Albo urządzasz przyjęcie. Twoja lista zakupów. Jedzenie, które przyrządzasz. Twój charakter pisma. To jak się czujesz… Życie jest sztuką.” Helena Carter

Odważne wybory, które stanowią o jakości naszego życia nie muszą się podobać nikomu. Ile czasu jako dzieci spełnialiśmy oczekiwania rodziców? Nie chcieliśmy żeby im było przykro. Długo. Jako dorośli musimy się otrzepać ze wszystkich ograniczeń, które nas oplatają. Jeśli nie umiemy ustalić priorytetów, inni zrobią to zaraz za nas. Odwaga mówienia „nie” to szacunek do siebie i swojego życia. Chyba zbyt rzadko myślimy o naszym byciu, jako o długoletniej pracy nad sobą. Dobrze, to po co zmieniać? Może po to, żeby sprawdzać się w czymś nowym? Dobrze jest jeść ulubioną pizzę w ukochanej knajpie, patrząc na miłą kelnerkę Kasię… Tylko co wtedy gdy dwie ulice dalej zjesz pizzę od Włocha, który oprócz jedzenia opowie Ci o swoim kraju? Spróbuj poszerzać horyzonty.

Codzienne kłopoty nie powinny być powodem do ciągłego zamartwiania się. Czasem podróż, odseparowanie się, ochłonięcie przynoszą ulgę. Bywa też, że trzeba po prostu odpuścić, bo nie wszystkie mury damy radę przebić. Trzeba to po prostu przyjąć i iść dalej. Inną drogą. Akceptacja pewnego stanu rzeczy pozwala częściej się cieszyć, a nie martwić. Pomyśl, że przyroda i natura się nie spieszy, a ze wszystkim zdąży. Z jabłoni wyrosną jabłka, z ziaren pszenica, a liście opadną, kiedy już odpowiednio wyschną.

Czujesz ogólnie panującą presję, by stale być miłym, uczynnym, wszystkim pomagać, odpowiadać na pytania, dzielić się za darmo wiedzą? Odmówienie czegoś komuś jest aktem cywilnej odwagi. Tak nie powinno być, bo każdy ma prawo wyboru i musimy to uszanować. Zajmujemy się rzeczami, które nic nie wnoszą do naszego życia. Martwimy się tym, co było, zamiast myśleć, ile jeszcze przed nami. Smucimy się, bo nie mamy tego, co inni. Porównujemy się, włóczymy po galeriach. Zatraciliśmy umiejętność rozpoznawania tego, co dla nas NAPRAWDĘ dobre. Polecam na kolejnych zakupach w galerii zapytać się samej sobie, czy ja tego potrzebuję. Co już mam w szafie? Czy to zachcianka, czy coś co jest niezbędne. Jak para gaci. Nie jestem skąpcem. Kupuję mniej, ale płacę więcej. Wolę kupić jedną lnianą sukienkę od kogoś kto je szyje i nosić ją kilka razy w tygodniu niż mieć 10 szmacianych sukienek, które ktoś morderczą pracą zagranicą wyszył za grosze. Też kupuję w sieciówkach rzeczy chłopcom, ale staram się dużo bardziej o tych wyborach myśleć, odkładać i wracać do nich za jakiś czas. Poza porządnymi butami, kurtkami nie przykładam dużej wagi do tego, czy w szufladzie jest kilka różnych stylizacji. Ubrani, czyści, ciepło im? To najważniejsze.

Uczę Stasia mówienia do mnie „Czy mamo możesz?”. Nienawidzę czegoś MUSIEĆ. Momentalnie się stawiam. Ja mogę, nie muszę. Ty też. I możesz, ale nie wszystko. Tylko to co chcesz. Takie postawienie sprawy uwalnia mnie od presji i obciążeń. Ja nakładam sobie baty na siebie, nie inni, otoczenie, media. Od kiedy się od nich uwolniłam, odżyłam. Pracuję kreatywniej, po swojemu i to przynosi efekty. Niepozorna, ze swoim zdaniem, taka ja, po trzech sfotografowanych ślubach w tym roku na przyszły rok podpisałam 11 umów z parami. Można? Tylko trzeba chcieć wygrać swoje życie.