Poznań

Insta piknik #1

Czytanie komentarzy, odpisywanie na wiadomości prywatne, słuchanie wzajemnych, ale internetowych rad to jedno, ale… realna wartość poznanych w sieci kontaktów ma wartość największą kiedy przenosi się również do świata realnego. Po kilku latach pisania tego bloga oraz fotografowaniu rodzin od listopada zobaczyłam, co to znaczy zbudować wokół siebie społeczność. Wczorajsza środa mocno odbiła się na moim sercu, kiedy w naszym ogrodzie od godzin przedpołudniowych trawę zaczęły wypełniać koce, w powietrzu było słychać śmiech dzieci, a rozmowy niosły się chyba po całej wsi razem z zapachem domowych wypieków. To właśnie wczoraj odbył się u mnie pierwszy insta piknik, na którym pojawiło się uwaga, 18 mam ze swoimi dziećmi, plus ja z moją dwójką. Pierwszy i na pewno nie ostatni!

Insta piknik #1, czyli autentyczność przyciąga

Dużą część moich gości miałam okazję poznać już w ich domowych lub plenerowych warunkach, bo były to osoby, które fotografowałam w ramach portfolio lub odpłatnie. Było mi bardzo miło, że przyjęły moje zaproszenie i postanowiły odwiedzić mnie właśnie tak spontanicznie i przy tym jeszcze upiec cudowne ciasta, usmażyć naleśniki i przygotować bułeczki. Stół był pełen pyszności, owoców, ale to symbolicznie, bo przecież z każdego takiego wypieku biła energia. Energia do życia, do miłości, do odkrywania drugiego człowieka. To się czuje, gdy ktoś piecze z myślą o drugiej osobie.

Przygotowałam dla dzieci sporo naszych domowych i ogrodowych zabawek, aby niezależnie od wieku maluchy miały zajęcie, a mamy mogły porozmawiać z innymi na mniej lub bardziej swobodne tematy. Był basen z kulkami, kuchnia z ikei, trochę książek, nasza tablica manipulacyjna, oczywiście nasza piaskownica i cały tabun atrakcji, które mamy zabrały ze sobą.

Ogromnie się cieszę, że te kontakty instagramowe i facebookowe przeniosły się do świata realnego. Poczułam, że te lata pracy, w które wkładałam ogrom serca i energii naprawdę zaczynają procentować i moja autentyczność, brak jakiegoś zadufania, udawania i kreowania się na kogoś kimś nie jestem przynoszą efekty, o których w życiu bym nie pomyślała.

Chciałabym może na przyszłość trochę lepiej to ogarnąć pod kątem przebiegu spotkania, że najpierw to, potem tamto. Tym razem nie złapałam wszystkich uczestniczek na mini sesjach w parku za naszym ogrodem, ale obiecuję poprawę i w czerwcu wyrwę się z wszystkimi na zdjęcia. Może wtedy jakoś usiądziemy w jednym miejscu i będę mogła Wam trochę opowiedzieć o tym, co interesuje Was w fotografii codzienności, czy o blogowaniu, o które też pytacie. O dzieciach gadać można stale, ale mając możliwość poznania tak cudownych osób, z takimi pasjami, zainteresowaniami i zawodami, grzechem byłoby nie skorzystać i nie czerpać z nich inspiracji. No to do następnego!