Dzieci

Leżaczek bujaczek BabyBjorn – czy warto wydać na niego tyle pieniędzy?

Są na rynku takie gadżety, które ułatwiają pierwsze miesiące życia z niemowlakiem. Pieluszki bambusowe i muślinowe, kopertowe bodziaki, smoczki, laktatory, przewijaki na stojakach i cała masa innych rzeczy. Syndrom wicia gniazda często ponosi nas już w czasie ciąży i szczególnie przy pierwszym dziecku dokonujemy zbyt wielu, zbyt mało przemyślanych zakupów. Na dziecko i jego pojawienie się na świecie NIKT nie jest w stanie się przygotować. To taka sytuacja, która przerasta każde wyobrażenie obojętnie czy maluch dużo śpi, ma kolki czy nie. Przy Olku, drugim synku, moje zakupy były dużo łatwiejsze. Wiedziałam już, kto robi tylko biznes na młodych matkach, a kto chce nam naprawdę pomóc i co jest mi potrzebne do sprawnej pielęgnacji noworodka, a potem niemowlaka. Swoją minimalistyczną wyprawkę opisywałam już dawno temu i nie było w niej zbyt wiele gadżetów. Przede wszystkim dlatego że sporo rzeczy zostawiliśmy po pierwszym synku. Zakup na który zdecydowaliśmy się dopiero przy Olku to bujaczek leżaczek BabyBjorn, który chciałabym Ci dziś opisać. Nie kosztuje mało, ale jak dla mnie jest warty każdej złotówki. Szczególnie gdy dorwiesz go na jakiejś promocji 🙂

Leżaczek bujaczek BabyBjorn – czy warto wydać na niego tyle pieniędzy?

Po pierwsze chciałabym żebyś zapoznała się z tekstem Ani z Nebule, która opisuje to czy w ogóle warto taki bujaczek mieć w odniesieniu do rozwoju dziecka. Wszystko jest dla ludzi, ale pamiętaj Z UMIAREM i głową. Zdecydowałam się na zakup BabyBjorna z pokryciem Soft Mesh, czyli takim przewiewnym materiałem. Jest on łatwy w praniu i idealny na lato, bo nie przegrzewa dziecka. A dlaczego w ogóle BabyBjorn, a nie jakieś kolorowe bujaki z muzyką, wibracjami i innymi cudami? Bo dziecku tego nie potrzeba! Nadmiar bodźców na początku jego życia i tak jest dla niego przerażający. Każdy gest mamy, zmiana mimiki twarzy to nowość, więc nie wyobrażam sobie dokładać mu wrażeń jakąś wibrującą plecy huśtawką. Ania z Nebule pisała też właśnie o przestymulowaniu. Wiem, że chcemy dać naszym dzieciom wszystko, co najlepsze, ale właśnie to WSZYSTKO to często za dużo. Zapominamy, że maluch łaknie kontaktu z nami. To my uczymy go świata, pokazujemy swoją reakcją czy akceptujemy daną sytuację i czy dana ciocia faktycznie jest fajna i warto się do niej uśmiechnąć. To proste, ale czasem nie do przejścia dla ludzi chcących dać niemowlakowi najnowsze gadżety, a nie swój czas i kreatywne jego spędzenie. Na każdym etapie życia maluszka warto go obserwować i podsuwać zabawki odpowiednie do wieku – w pierwszych miesiącach jest ich naprawdę niewiele.

Wracając do BabyBjorna… Uważam go w naszej sytuacji za 100% trafny zakup. Służył nam nawet na ostatnim wyjeździe nad morze, przede wszystkim, dlatego że składa się prawie na płasko i nawet do mniejszego samochodu zmieści się razem z bagażami i wózkiem. Dlaczego zdecydowałam się na kupno bujaczka? Bo przy dwójce dzieci potrzebuję czasem gdzieś odłożyć małego Bąbelka. Gdy się naje nie chcę go kłaść od razu na brzuch, bo od początku mamy problem z dużym ulewaniem i zwracaniem pokarmu. Pozycja w bujaczku BabyBjorn jest o tyle komfortowa dla mnie, że pokarm swobodnie spływa mu do żołądka. Nie leży on w tym leżaczku niewiadomo ile. Czasem biorę go ze sobą do łazienki, gdy chcę się szybko wykąpać, korzystam z niego gdy bawię się ze Stasiem, a Olo dopiero zjadł. Lubię go za to że jest lekki i szybko się składa. Pozycja w nim jest wygodna dla maluszka, często nawet zbyt swobodna – jeśli wiesz o co mi chodzi 🙂

Jego cena niektórych przeraża. Mnie też, ale… zaczęłam szukać używanych i w tym czasie poniżej 400/450 zł nie znalazłam żadnego modelu, a o Soft Meshu to zapomnij. Postanowiłam, że będę szukać go nowego w okazyjnej cenie i się udało, oczywiście w Bobomio, czyli tam gdzie praktycznie stale robię zakupy dla chłopaków. Jeśli Twój maluszek jest dopiero w drodze to pamiętaj, że w okolicach końcówki listopada będą obniżki z okazji Black Friday i wtedy warto się przyczaić na takie większe i droższe zakupy. Pytacie mnie już prywatnie czy go sprzedam – pewnie tak, ale nie wcześniej niż za 3/4 miesiące. Planuję zacząć w nim rozszerzać dietę i mieć go do momentu, gdy Olo sam nie usiądzie. Nie zapadła jeszcze też decyzja o potencjalnym trzecim bobo, a to też kluczowa kwestia 🙂

Czy kupiłabym go drugi raz? Tak! Dokładnie ten sam model.

Leżaczek BabyBjorn Soft Mesh – kupiłam TUTAJ

pieluszka w rybki i kocyk, którego nie miałam w wyprawce, a okazał się najlepszy ze wszystkich to moje ulubione Poofi

  • Natalia Maciejuk

    Trochę brakuje mi w tym wpisie powodów, dla których warto kupić bujaczek BabyBjorn i wydać na niego prawie 700 zł… Oprócz tego, że jest w stonowanych kolorach i bez wibracji nie ma podanych innych zalet. Przecież są na rynku dostępne inne bujaczki również w stonowanych kolorach i dużo tańsze. Czy są jakieś dodatkowe atuty tego bujaczka? Pytam, bo niedawno sama zastanawiałam się jaki bujaczek kupić synkowi. Pozdrawiam, Natalia

    • Nie chciałam pisać o typowo technicznych aspektach, bo te można sobie przeczytać na stronie producenta. Dla mnie najważniejsze jest to, że to jedyny bujak rekomendowany przez lekarzy. Gdyby się nie składał tak jak składa nie byłabym go w stanie nigdzie zabierać, a to dla mnie ogromna zaleta. Nie wszystkie bujaki składają się prawie na płasko.

  • Super dzieciaczki

    Cena zdecydowanie zaporowa jak dla mnie.

  • Moje pierwsze wrażenie? Minimalny wygląd i wysoka cena. Faktycznie grające gadżety nie są obowiązkowe. Jednak jak za taką kwotę brakuje mi więcej konkretów przemawiających za.

  • Podoba mi się jego wygląd i materiał, z którego jest wykonany. Nigdy nie wydałabym jednak takiej sumy pieniędzy na bujaczek. W szczególności, że nie służy on przez lata, tylko co najwyżej kilka miesięcy…

  • Czy ja wiem. mam mieszane uczucia…