Slow life

Niczego nie musisz nikomu udowadniać. Chyba że sobie…

Nie ruszysz z miejsca póki nie uwolnisz się z uprzedzeń. Nie uwolnisz się z przekonań, nadmuchanych baniek z wymaganiami innych. Ciężko rozerwać te kajdany, które narzucają nam stereotypy, ale uwierz, że warto. To takie uczucie jak gdyby ściągnąć szpilki na weselu i założyć trampki. Cały ciężar ciała momentalnie schodzi, a ty masz poczucie ulgi, wolności. Bo kto powiedział, że na weselu do kiecki z kokardą nie można mieć czarnych conversów? To czy można zależy od ciebie. Tak jak inne decyzje, na które niestety wciąż wpływa cała masa czynników i podważa nasze przekonanie, że robimy coś słusznie. Pamiętam jeszcze z podstawówki taką siebie, jako niezbyt pewną siebie blondynkę, która potrafiła zrobić zadania szybciej niż największe klasowe mózgi, a potem siedzieć, patrzeć na kartkę i przekreślać wszystko wpisując błędne rozwiązania. Za dużo myślałam, za dużo zastanawiałam się, czy mogę napisać coś szybciej niż inni. Ci lepsi. Mogłam, ale nie byłam do tego przekonana. W czasie studiów porzuciłam wszystkie lustra wokół siebie. Nie przeglądam się w czyichś oczach i wyobrażeniach o mnie. Idę swoją drogą i Ty też niczego nie musisz nikomu udowadniać. Chyba że sobie samej.

W dzisiejszym świecie trzeba odwagi, by nieco wychylić się poza główne nurty zachowań, decyzji, poglądów. To co niszowe nie jest popularne, bo jak tu promować spokojne życie na wsi, sielskie widoki, uroki natury, źdźbła zboża, czy śpiew ptaków. Nie da się do końca wpleść w slow life mnóstwa przedmiotów, bo jak idziesz w drogę slow to uwalniasz się od tego. Zakupy męczą, a nie cieszą. Sprzątanie denerwuje, a nie oczyszcza. I tak powoli dochodzisz do wniosku, że mniej to lepiej, bo spokojniej. Spotykasz się z ludźmi, którzy nie siedzą stale w telefonie i nie muszą sfotografować każdego napotkanego paproszka w powietrzu. Wiesz do czego służy mi ostatnio instagram? Do szukania plenerów! Tam jest ich cała masa u zwykłych ludzi. Tak znalazłam pole maków w Plewiskach koło Poznania. Fakt, że potem było tak wydeptane, że nie zostało nic, ale sesja z Polą i Gaią wyszła cudnie. Dzięki zdjęciom i spotkaniom z ludzi doskonale przekonuję się o tym, że najważniejsza jest bliskość między ludźmi. Dotykanie siebie, patrzenie i rozumienie się bez słów. To jest kwintesencja szczęśliwego życia, gdy drugi człowiek patrzy w twoje oczy i wie. Wie to samo co ty i czuje ten moment w odpowiedni sposób. Nie musisz mu wtedy udowadniać, że jesteś kimś innym, bo on chce ciebie właśnie takiego prawdziwego. Takiego jaka jesteś tu i teraz. Najlepsza. Dlatego nie przeglądaj się w miliona luster, tylko patrz w głąb siebie. Tam znajdziesz każdą odpowiedź. Oczywiście jak będziesz miała czas. Jak będzie Ci się chciało. I jak dasz sobie minutę ciszy.

Tak. Cisza oznacza prawdziwy spokój. Bez telefonu i innych. Dla matek to moment kiedy zamykają się wieczorem w łazience 🙂