Slow life

Pozory

Pozory mogą przecież mylić. Wydaje ci się, że gdy patrzysz na piękne zdjęcia, czyste mieszkania, uśmiechnięte twarze i widoki z dalekich podróży to tylko ty stoisz w miejscu. Chciałabyś czegoś więcej. Może zazdrość cię bierze, że nie masz tego, czy tamtego. Zaczynasz podążać za cudzymi ideałami, których przecież i tak nie dogonisz, bo jak skoro nie wiesz dokąd one prowadzą. Bo nie są twoje. Nie pochodzą z twojego serca i nie podpowiada ci ich twój rozum. Dobrze w takim wypadku robić sobie detoks, odseparować się od tego, co prowadzi na manowce. Wyłączać rozpraszacze, przestać obserwować w sieci ludzi, którzy zamiast nas inspirować tylko denerwują swoim wizerunkiem. Tak wizerunkiem – nie sobą. Chyba przecież wiesz, że to tylko ładny obrazek, a nie faktyczny stan?

Żyjemy w odrębnych światach, mamy inne potrzeby, marzenia, poglądy. Wystawiając swoje życie na zdjęciach lub w tekstach na pokaz innym ludziom musimy liczyć się z tym, że zostaniemy skrytykowani. Nie za to, co robimy, tylko za obraz jaki przedstawiamy tego życia. Niektórzy tak przepadli w tej sieci social mediów, że nie potrafią oddzielić offu od on. Żyją wirtualnie, oceniają tam innych, komentują coś, co jest tylko pozorem. A pozory mogą mylić.

Ten sielski obrazek może być tylko na zdjęciu. Mąż może zdradzać, praca zamęczać, dzieci są wiecznie marudzące, a dom to bajzel poza tym wycinkiem kadru z Instagrama. Widząc tylko zdjęcie już myślisz, oceniasz, a nie znasz podstaw. Nie znasz człowieka dopóki go nie poznasz. Coraz częściej myślę, o tym żeby się z tego wypisać. Nie stać mnie jednak jeszcze na to. Fotografia żyje dzięki mediom społecznościowym i dopóki nie rozwinę sieci kontaktów i poleceń wśród lokalnych znajomych nie mogę sobie pozwolić, żeby mnie nie było tu i tam. Próbuję jednak znaleźć złoty środek i nie przepadać godzinami w otchłań sieci. Nie warto. To tylko pozory i to nawet nie życia.

Mimo ogromu zalet internetu zmienił on nasze życie na zawsze. Zmienił podejście do ludzi, czas oczekiwania na reakcję się skrócił. Chcemy wszystko tu i teraz, bo nas powolność męczy. A nie powinna… Kontakty z ludźmi mają to do siebie, że buduje się je latami, dzień po dniu. Ze znajomości może się zrodzić miłość i przyjaźń. Taka, co mówi, to czego inni się boją na głos powiedzieć. To tych głosów powinniśmy słuchać, nie pozorów.

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska

    Ludzie zawsze żyli tak, że co innego działo się naprawdę, a co innego pokazywano na zewnątrz. Tylko chyba dawniej to stwarzanie pozorów nie było tak łatwe jak teraz w dobie internetu. Bardzo fajny tekst, piękne zdjęcia, no i ten cytat z wywiadu ze Smith 🙂

    • Chyba Polska ma to do siebie, że lubmy bawić się w „Moralność Pani Dulskiej”. Wolimy ukryć niż przyznać się to tego że mamy mniej, że jesteśmy słabsi, że nie mamy tego co inni.
      Takie trochę „zastaw się a postaw się”.
      Dobrze, że takie miejsca jak to otwierają oczy 🙂

      • Zawstydzasz mnie. Ja zwykła dziewczyna jestem 🙂

        • Ale właśnie cały czad polega na tej „zwykłości” i szczerości 🙂

    • Co innego pokazywało i mówiło, ale tak jak mówisz, teraz to mamy narzędzie idealne do autokreacji 🙂

  • Zacznę może od końca… piękne, piękne zdjęcia. Pełne spokoju, natury i harmonii… <3
    Bardzo mądry tekst, bardzo mądre słowa. Zgadzam sie z Tobą i sama ostatnio mam dość SM – uciekam od nich raz na czas bo mnie najzwyczajniej męczą. Jednak wracam… z podobnych powodów co Ty.
    Ostatnio zastanawia mnie czy osoby publikujące po kilka zdjęć dziennie na IG mają jeszcze czas na normalne życie? Na pracowanie w spokoju, odpoczynek, relacje z najbliższymi? Czy to już wszystko toczy sie z telefonem w ręku?

    • Ja jak publikuję ich kilka dziennie to jestem tym zmęczona… Dziękuję za wszystkie miłe słowa 🙂 od naszego spotkania w Starachowicach mam progres 🙂

  • Mnie to w pewnym momencie zgubiło. Popadłam prawie że w depresję, bo oglądając zdjęcia innych, czytając ich wpisy o podobnych sukcesach jakie ja chciałam odnosić coraz bardziej zamykałam się w sobie i było mi wstyd, że to nie są moje zdjęcia i nie moje osiągnięcia.
    Dodatkowo część „rodziny” zaczęła dopisywać swoje ideologie do moich zdjęć tylko i wyłącznie na ich korzyść żeby mnie jeszcze bardziej zdołować i zatrzymać mojego męża w ich zaściankowych i wyimaginowanych poglądach.
    Przez blog pewnej dietetyczki, dość dobrze znanej w social media zaczęłam tracić poczucie własnej wartości.
    I nastąpiło bum! Przestałam czytać większość do tej pory znanych mi blogów, ba! przestałam wierzyć blogerom. To jak dali się sprzedać za wpisy sponsorowane, jak ich opinie są nierzetelne i jak bardzo zepsuli swoje człowieczeństwo kompletnie do mnie nie przemawia.
    You Tube całkowicie poszedł w odstawkę. To co się tam wyrabia np u RLM czy Hej Łobuzy to nie na moje nerwy. I naprawdę współczuję wszystkim rodzicom, których dzieci oglądają takie „filmiki”- gąbka z mózgu i nic więcej.
    Dlatego tak bardzo Marta doceniam Twój blog, Twoje słowa i wiadomości prywatne, bo wiem że kryje się za nimi taki sam człowiek jak ja. Z problemami, z realnym podejściem do życia, człowiek który martwi się przyszłość, który na wszystko pracuje sam, od podstaw.
    Gratuluję Twojemu mężowi ! (mam nadzieję, ze to przeczyta 😉 Ma naprawdę wartościową kobietę obok, która potrafi postawić granicę między mądrością a głupotą i nie wpuszcza tej drugiej do swojego życia. W końcu to Marta, a one tak mają 😛
    Gratuluję też Twoim Synom, którzy za kilkanaście lat przeczytają te wpisy i powiedzą że mają zajebistą matkę, która uchroniła ich przed głupotą tego świata.
    Nie chcę Ci słodzić, chcę żebyś wiedziała, że to co robisz tu na blogu jest naprawdę wartościowe i trafia do wielu osób.
    Rozmowy z Tobą, nawet takie przyziemne jak ostatnio mi osobiście wiele dają <3
    Zostań sobą, bo taka wersja Ciebie jest najlepsza !

    • Marta

      No ba! Wszystkie Marty takie są! 😀 Pozdrawiam, Marta 🙂

      • Piąteczka ! 🙂

      • A z tymi Martami to fakt… czytałyście jakieś imienniki? U mnie zgadza się, co do joty 🙂

        • U mnie też się zgadza. Szczególnie ten „pęk kluczy”- jako dziecko miałam ich mnóstwo i chodziłam z nimi gdzie się tylko dało. 😛

    • Chyba powieszę sobie ten komentarz na drzwiach w sypialni i będę codziennie czytać, żeby się jeszcze bardziej motywować. Dziękuję! 🙂

  • Emilia

    Bardzo mi się podobał twój wpis! Ostatnio rzadko trafiam na wartościowe teksty. Wszędzie tylko ludzie nastawieni na komercję a tu w końcu coś prawdziwego!

  • Dwie sprawy. Po pierwsze – piękny blog, wizualnie bardzo bliski mojemu sercu i ten las na zdjęciach ;), choć jedna mała uwaga – ty, twoje, ciebie – jako copywritera trochę mnie razi tutaj brak z dużej litery ;). Po drugie – rzyganie tęczą dzisiaj to nasz obowiązek, pisałam o tym (http://babskielato.pl/emocje-trzeba-przetrawic/), bo to dość powszechny i frustrujący problem. Pozdrawiam serdecznie!

    • Te małe litery tu są akurat zabiegiem celowym. W większości tekstów stosuję wielką literę.

  • Sama popełniłam niedawno wpis, o tym jak odzyskać równowagę w życiu i jako jeden z punktów zaznaczyłam, że należy przestać żyć życiem innych, zwłaszcza tym publikowanym na FB czy Insta. Każdy ma swoje życie, swoje problemy i portale społecznościowe pokazują jedynie to, co chcemy by inni widzieli – nikt przecież nie wrzuca zdjęć bez makijażu, w potarganych włosach albo bałaganu w mieszkaniu. I również popieram Twoje spostrzeżenie, że internet nauczył nas wymagania wszystkiego „na już”. Kiedyś ludzie potrafili czekać, a to co wyczekane było prawdziwie doceniane. Dziś jest inaczej. Pozdrawiam

    https://kobietadozadanspecjalnych.blogspot.com/

    • dziękuję za link, chętnie zajrzę 🙂

  • Jak zwykle przepięknie napisane, to nie pozory 🙂

  • Monika Chochla

    Dzięki, że to poruszasz. Mimo że dbam o spokój i czystość duszy, to zdarzają mi się dni, gdy wpadam w tę karuzelę pozorów. Social media bardzo ułatwiają ciągłe porównania, oceny, i życie nie swoim życiem…

  • Cieszę się, że o tym napisałaś. To bardzo ważny temat, który zdecydowanie warto poruszać.A tak po za tym muszę Ci napisać, że robisz piękne zdjęcia! 🙂

  • Ja staram się brać „przez palce” to jak wygląda życie innych, bo mam świadomość, że często to bycie idealnym to tylko fragment całości, albo przykrywka.