Dzieci Slow life

Rodzimy dziecko dla świata, nie dla siebie

Najpierw są nasze. Malutkie, noszone pod sercem. Z każdym dniem coraz większe i większe. USG cieszy niesamowicie, wyczekujemy go z tygodnia na tydzień. To niesamowite móc widzieć malutkiego człowieczka na ekranie i słyszeć bicie jego serduszka zanim jeszcze ujrzy światło dzienne. Końcówka ciąży potrafi nieźle dowalić kobiecie, więc im dalej w las, tym bardziej popędzamy malucha żeby opuścił swój przytulny lokal. Oczywiście nie za wcześnie, co to to nie, ale tak po 37 tygodniu mamy już ukształtowanego w pełni człowieka. Rodzimy dziecko dla świata, nie dla siebie, choć na początku dziecię jest tak bardzo zależne od nas, że wydaje nam się, że nigdy nie będzie samodzielne. A to tylko chwila! Około drugiego roku życia ten maluszek spod serca jest już całkiem sporym wyzwaniem fizycznym i wychowawczym. Czasem możesz zastanawiać się nawet na co ci było to całe macierzyństwo… Kopie, tupie, szaleje, krzyczy. Chciałaś przecież jego niezależności, prawda? No i o nią ktoś tu walczy.

Tuż po urodzeniu bywamy matką kwoką – gdacze to taka nad maluszkiem, gdy ono tylko zakwili albo zmieni pozycję w łóżeczku (każdemu może być niewygodnie i nie musi się z tego powodu od razu budzić 😉 ). Zimna herbata (mój na to sposób – robić ją rano w termosie), brak samotnych wyjść i kontaktu z koleżankami. Wiesz, że za swój brak zdrowego egoizmu możesz zapłacić w przyszłości wysoką cenę? Żeby wychować szczęśliwego człowieka nie można stale latać z mopem, potem na czole, rozdrażnionym wyrazem twarzy. Trzeba nauczyć się odpuszczać i dawać luz także sobie. Minie kilka lat, a dziecko i tak nie będzie stawiało nam pomników za te wszystkie poświęcenia. Będzie miało swoje życie, problemy, znajomych i gdy będzie umiało Ci za wszystko słowem i „kocham cię” podziękować to możesz to brać za sukces. Tak po prostu jest. Nie rodzimy dla przyjemności własnej. Możesz się rozkoszować widokiem śpiącego bobasa i rób to, ale nie zapominaj o sobie. Dbanie o własne potrzeby z uwzględnieniem innych to nic złego. Ja jak mam dość, a wiem, że na wychodne nie mam szans, zamykam się na klucz w łazience, biorę herbatę, wrzucam kulę do kąpieli i moczę się tak wieczorem aż woda jest zimna. Potem otwieram, wołam Stasia, a on jeszcze z przyjemnością wskakuje do pełnej wanny wody.

Nasze mamy i babcie utyrane do nocy przez całe dnie spędzały same czas z dzieckiem – moja z trójką, bo żadne z nas nie chodziło do przedszkola. Teraz od pediatry słyszę, że on nie jest zwolennikiem przedszkola, przecież są babcie, można JAKOŚ dziecku zapewnić atrakcje w domu… Nie każda babcia jednak siedzi w domu, a dziecko jest na tyle spokojne i lubi siedzenie na dywanie, że da się z nim wytrzymać 24 godziny na dobę. Ja ze swojego czystego egoizmu posłałam go do przedszkola. Facet ma tyle energii i pomysłów na minutę, że nie widziałam innego wyjścia niż puścić go w świat. Nie żeby robił tam nie wiadomo co, a ktoś za mnie wychowywał dziecko. Nie, to nadal moja rola, ale chcę by on sam otwierał się na ludzi. Adaptacja przeszła u nas bez większych problemów, jestem zaskoczona. Mam teraz od rana do 13 trochę czasu na pracę, nadrobienie zaległości z Olkiem, zrobienie obiadu, a gdy odbieram Starszaka to z przyjemnością spędzam z nim resztę dnia. Taka krótka separacja wychodzi nam na dobre, a czas w przedszkolu sprawia mu coraz większą frajdę.

Wiesz dobrze, że nie ma perfekcyjnych mam. Nie da się pogodzić wszystkich ról w idealnych proporcjach, bo zawsze coś lub ktoś na tym ucierpi – jak nie praca, to dom, partner, dziecko albo Ty. Żeby osiągnąć życiowy balans i czuć się dobrze nie musisz na każdą sferę poświęcać tyle samo czasu. Warto się obserwować i rozpoznawać sygnały płynące z duszy i ciała. Po tygodniu z chorą dwójką chłopców w domu, ja dostałam zapalenie oskrzeli – ciało biło na alarm, że musi odpocząć, bo ma dość. Karmienie, wycieranie gili, bieganie i robienie picia/jedzenia, podawanie lekarstw, noszenie, tulenie. Plecy wysiadły mi po 5 dniach, potem już lawinowo. To skrajny przypadek, bo na co dzień po prostu walczę o parę minut dla siebie, ale ta choroba jednoznacznie pokazała mi, że przesadziłam. Nie doprowadź do tego u siebie. Dzieci prędzej czy później zaczną od nas uciekać, separować się i warto żebyśmy były na to gotowe, a nie wtedy przypominały dopiero sobie, że jest życie pozadzieciowe. Bo jest, było i będzie! Niezależnie od tego jak bardzo kochamy nasze dzieci i ile przyjemności daje nam macierzyństwo. To niekończąca się praca.

Pierwsze cztery zdjęcia wykonała Angelika Paruboczy

  • Chyba ściągnęłam ten wpis myślami. W poniedziałek wieczorem z moim mężem rozmawialiśmy właśnie o tym jak chcielibyśmy wychować nasze dzieci, co chcemy im przekazać aby świat mógł paść im do stóp.
    I tutaj ogromny ukłon dla moich rodziców, bo przy tej rozmowie uświadomiłam sobie jak wiele mi przekazali, jak nauczyli walczyć i pchać świat do przodu tak aby realizować swoje cele.
    Później, gdy Ty planujesz swoją przyszłość, gdy planujesz rodzicielstwo itd okazuje się że ich wychowanie było kluczowe i ten klucz chcesz przekazać dalej.
    Masz rację, zawsze w tym wszystkim należy pamiętać o sobie. Dzieci mają jeszcze większą motywację gdy widzą rodziców, którzy spełniają się w życiu, świętują sukcesy i pokazują że można. Przecież dzieci uczą się przez doświadczanie.
    Marta naprawdę robisz dobrą robotę na blogu <3

    • Jejku, pamiętam jeszcze te rozmowy za rękę w parku idąc. Gdybanie o wszystkich ważnych sprawach tuż po ślubie. Kiedy to było… 😉 Milion lat przed dziećmi 🙂

  • Jejku kolejny raz czytam i jestem oczarowana Twoim podejściem do macierzyństwa 😉

    • Miło mi, zapraszam na kawkę do Poznania 🙂

  • Trafne spostrzeżenia. I co zabawne, ja to wszystko wiem, a często łapię się na tym że zasuwam z odkurzaczem i mopem jak głupia a potem wydzieram się na córkę jak rozleje sok. 🙁 A powinnam to olać, wziąć szmatkę i wytrzeć. Jest jak mowisz: dziecko nie podziękuje mi za wypucowanie mieszkania, ale to że na nią krzyczałam na pewno zapamięta….

  • Pewnie! Ustaliliśmy sporo ważnych rzeczy, a teraz już rzadko rozmawiamy o czymś poza pracą i dziećmi. Fizycznie na to nie ma czasu, bo gdy dzieci zasną to my praktycznie też z nimi już padamy…