Slow life

Rodzina, która daje siłę

Nikt nie lubi marudzących ludzi. Takich co wysysają energię, bo sami nie mają na siebie pomysłu. To osoby typu: ja nie wiem, czy mi się chce czy mi się nie chce, sam nie wiem. Trzymam się od nich z dala. Unikam kontaktu, by nie zarazić się tym wiejącym z kilometra pesymizmem. Lubię takiego człowieka, co mnie motywuje, który kopnie w tyłek, kiedy trzeba i powie, że jestem dobra, gdy zaczynam w to wątpić. Dom i rodzina to moja bezpieczna przystań. To w nich znajduje ukojenie, oparcie. Gdy nie wierzę w to co widzę dookoła siebie, powiem to na głos i wracam na ziemię. Na właściwe tory. Rodzina, która daje siłę to potęga. To kule podtrzymujące, gdy zaczynasz utykać.

Mam nadzieję, że wśród Twoich bliskich są osoby, które naprawdę w Ciebie wierzą. Że nie kopią Ci dołków i nie krytykują każdego pomysłu. A jeśli krytykują, to oby w Twoim interesie, a nie dlatego, że sami są leniwi, gnuśni, marudzący i nie mający tej odwagi, by ruszyć do przodu. W miejscu przecież nie można stać. Nie jesteśmy drzewami, które zapuszczają korzenie. Lepiej być takim dmuchawcem, który gdzieś daleko się uniesie po zdmuchnięciu przez dziecko. Można wtedy zobaczyć wszystko z dalszej perspektywy, nabrać dystansu i wrócić na ziemię, by znów na chwilę osiąść. Na chwilę, bo przecież z ziarnka dmuchawca w przyszłym roku znów będą nowe mlecze.

Nie mówię tu o skakaniu z kwiatka na kwiatek. O zmianie pracy, gdy tylko szef na Ciebie źle spojrzy. Gdy jednak Ci ciągle źle, smutno, ktoś Cię wysysa z energii to może czas na zmianę? Czasem wystarczy iść do fryzjera, zacząć ćwiczyć, zminimalizować otoczenie wokół siebie lub iść na naprawdę dobrą kawę z przyjacielem. Bo przyjaciel to już jak rodzina. A w rodzinie przecież siła.

Rodzina, która daje siłęRodzina, która daje siłę