Refleksje

Szafa idealna

Nie było mnie tu trochę. Nie uczyłam się wcale, Staś był grzeczny, trochę się przeziębiłam, ale przede wszystkim sprzątałam naszą szafę… Dążenia do stworzenia jakiegoś ładu i ogarnięcia tego chaosu, który w niej panuje spędzał mi sen z powiek. Powywalane ubrania, pogniecione tshirty, staniki poskładane w miseczki, a nawet przetarte skarpetki. Od kiedy przeczytałam książkę Asi zapragnęłam mieć garderobę naprawdę dopasowaną do swoich potrzeb, a nie złożoną z miliona przypadkowych zakupów. Przyznaję się bez bicia, że często kupowałam coś bo było ładne, a nie myślałam do czego i z czym to założę. Tak można wpaść w błędne koło i do każdej sukienki zmuszać swój budżet do napinania się i wydawania ostatnich banknotów na buty, żakiet i dodatki. A jakby tak mieć mniej, nosić to co się najbardziej lubi i pozbywać się ubrań gdy się zniszczą? Niektórym wydaje się to nierealne.

Szafa idealna

Szybka moda zmusza nas do ciągłych zakupów. Wpaja się nam, że wciąż musimy mieć coś nowego. Trendy zmieniają się na tyle często, by nasza szafa stale się powiększała. Mnie to zawsze drażniło. Gdzieś pod skórą czułam, że najbardziej lubię chodzić w dżinsach i koszulce, a na nogach mieć ulubione trampki, sandały lub baleriny. Social media jeszcze bardziej nas ogłupiają. Instagram to kopalnia inspiracji, porad, ale i niezłe narzędzie marketingowe. Sama jako blogerka otrzymują sporo rzeczy, które potem Wam pokazuję, ale jeśli się nie sprawdzają po prostu sprzedaję dalej. Ciągle ktoś wrzuca nowe zdjęcie, spodoba mi się ciuch, kocyk, otulacz… Na szczęście już bardzo dobrze panuję nad tym. Nie jest mi to potrzebne. Powtarzam sobie milion razy, że to tylko kaprys. Romans na krótką chwilę, a potem znów będę miała, jak to po zdradzie własnej duszy, wyrzuty sumienia.Wygrywam ostatnio tę walkę. Więcej przeglądam, zapisuję, porównuję. Szukam droższych alternatyw, które przecież w dłuższej perspektywie czasu opłacą się. Kilka ostatnich dni spędziłam na mierzeniu, wystawianiu i zastanawianiu się nad tym, co zostaje w mojej szafie. Pozostało niewiele, ale to naprawdę to co najbardziej lubię nosić. Jeśli denerwują Was miliony wywalonych na wyprzedażach ciuchów w sklepach stacjonarnych zajrzyjcie na moje aukcje. Znalazłam w swojej szafie nienoszone pastelowe sukienki, szpilki, sandały, bluzki na lato. Może się Wam coś przyda, a ja nie wyrzucę wszystkiego lub nie oddam do Caritasu.

Poza uszczupleniem szafy zadbałam, by wszystkie wieszaki były równe. Bardzo mnie denerwowało to, że bluzki wiszą na różnych wysokościach, spodnie są pogniecione, a sukienki spadają, bo ramiączka są krótkie. Zapanował u mnie również ład w bieliźnie. Wyrzuciłam stare majciochy, biustonosze rozłożyłam w szufladzie i dzięki temu nie będą się gnieść i niszczyć. Jest mniej, a mnie jest lepiej.

 

 

 

 

 

Czy ulegacie tej marketingowej machinie, czy dajecie sobie radę i dbacie zarówno o jakość, ilość ubrań, ale także sposób ich przechowywania? Rzeczy są dla Was, czy Wy dla rzeczy?