Slow life

Wakacje w Darłówku – gdzie zjeść, spać, pójść

Podobno po wakacjach z dziećmi, powinno się jechać na wakacje bez dzieci. Tak mówią chyba ci, którzy od urlopu z rodziną oczekują byczenia się, całkowitej ciszy i relaksu. Posiadając potomstwo trzeba brać jednak poprawkę nie tylko na wyjazdy, ale i na całe życie. Dzieci zmieniają wszystko – podejście do organizacji czasu, pakowania, priorytetów. Od kiedy jestem mamą cieszę się z drobiazgów, drobnych, wspólnych chwil i uśmiechów moich synów. Nigdy nie byłam zwolenniczką leżenia na plaży, a raczej chodzenia po brzegu morza. Mimo że tegoroczne wakacje nie były zbyt słoneczne, a chłopaki spały głównie z nami to cieszyłam się z nich niesamowicie. W urlopie najfajniejsza jest dla mnie droga. Ta zmiana otoczenia, gdy siedzisz w aucie, mijasz drzewa, inne województwa, wsie i lasy. Już wtedy odpoczywam. Do spacerów, jazdy na rowerze i spędzania wspólnego czasu nie były mi potrzebne upały. Ba! Nie wyobrażam sobie duchoty i jazdy autem z niemowlakiem. W tym roku ponownie wybraliśmy się do Darłówka. Odwiedziliśmy ulubione miejsca, poznaliśmy nowe. Może będziesz tam kiedyś przejazdem, więc zobacz, co nam się spodobało.

Wakacje w Darłówku

Darłówko kojarzy mi się przede wszystkim z rozsuwanym mostem i rybami. Byłam tam w dzieciństwie i mimo, że od tego czasu ta miejscowość się zmieniła, to wracam do niej z sentymentem. Powstało mnóstwo ścieżek rowerowych, otwarły się klimatyczne knajpy, spacerowiczów przybyło. Woda w samym morzu na początku września okazała się nad podziw ciepła. Nie należy do najczystszych, ale ponieważ ja osobiście się nie kąpię, to nie ma to dla mnie znaczenia. Plaża po całym sezonie jest dość mocno zaśmiecona. W piachu leży mnóstwo pozostałości po tegorocznych turystach i nie widać żeby ktokolwiek teraz to sprzątał. Ścieżki i chodniki również mogłyby być w lepszym stanie.

Gdzie spaliśmy?

Wybraliśmy w tym roku Apartamenty przy Wydmie. Po zdjęciach nie mogliśmy się nawet zdecydować, który apartament ostatecznie wybrać. Spodobała nam się jednak najbardziej opcja z balkonem i osobnym wejściem. Miła właścicielka czekała na nas w dniu przyjazdu. Mieliśmy własną kuchnię, łazienkę i pokój dla Stasia. Bez problemu dostaliśmy też łóżeczko turystyczne (Olek w nim nie spał – na noc był kładziony do gondoli albo zasypiał ze mną na rozkładanej sofie), wanienkę, a nocnik przywieźliśmy swój. Zabraliśmy też z domu leżaczek BabyBjorna żeby móc, gdzie odkładać Olaska w razie potrzeby. Apartament był względnie czysty. Piszę względnie, bo gdy tylko Olek przesunął się na sofie bez pieluszki pod buzią momentalnie miał piasek i czyjeś włosy na twarzy. Wierz mi, budzi to we mnie pewną odrazę, mimo że pod dzieci kładę zawsze milion otulaczy i kocyków, aby nie kłaść ich na obce meble. Wolałabym żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Kuchnia była wyposażona w pełną zastawę, garnki na płytę indukcyjną i komplet sztućców do jedzenia oraz gotowania. Poza tym na blacie stał ekspres do kawy, mikrofala i czajnik przez który nie miałam w ogóle pić tam herbaty. Ta zamawiana przy obiadach smakowała zupełnie inaczej…

Na duży plus mogę jednak zaznaczyć, że teren jest ogrodzony. Dla dzieci przygotowany jest plastikowy domek, zjeżdżalnia, drabinki, trampolina. Cały nas sprzęt rekreacyjny, czyli rowery, przyczepkę rowerową oraz wózek mogliśmy bez problemu chować na czas pobytu do garażu i byliśmy tym faktem mile zaskoczeni, bo zaopatrzyliśmy się w plandeki wodoodporne w razie gdyby trzeba było wszystko trzymać na wolnym powietrzu.

Gdzie jedliśmy?

Trochę zaskoczyło nas, że tak wiele knajpek było już zamknięty. Przyjechaliśmy 2-go września, a tu drzwi naszego ulubionego lokalu już zatrzaśnięte i zakłódkowane. Musieliśmy upatrzeć sobie nowe miejsca i tak na obiady chodziliśmy do Altany. Szybko, smacznie i za dobrą cenę. Mojemu Mężowi szczególnie zasmakował morszczuk w piwnej panierce, a mi bruschetta. Polecamy też łososia w sosie śmietanowo-cytrynowym i burgera rybnego.

Na kawę i ciacho chodziliśmy w różne miejsca. Kawa zasmakowała nam najbardziej w mobilnym punkcie Bike Cafe. Codziennie też chadzaliśmy na pyszne pączki do Starej Pączkarni. Lody? Zdecydowanie Cafe Pomerania. Na gofry nie mieliśmy nawet zbytnio ochoty, bo pogoda zachęcała raczej na gorącą czekoladę. Jedliśmy także sernik w Ani Ani, niestety od zeszłego roku kawa u nich wcale się nie polepszyła. Mam wrażenie jakby więcej w niej było wody i mleka niż samej esencji kawy.

Co jeszcze?

Zabierz rowery! Ja nie wyobrażam już sobie teraz wakacji bez rowerów. To idealny środek lokomocji na prawie każdą pogodę. Staś jeździł w foteliku z Mężem, a ja miałam przyczepioną przyczepkę rowerową Croozer z Olkiem. Leżał i spał sobie wygodnie w hamaczku dla niemowląt, który mamy jeszcze po Stasiu. Chłopaki zadowolone, my usportowieni i zrelaksowani. Polecamy!

  • Twoje zdjęcia promieniują takim spokojem, że musiały być to naprawdę udane wakacje ! 🙂

    • Były, były, ale dzieci dały popalić przez kilka dni 🙂

  • Ahhhh, stęskniłam się za polskim morzem! 🙂 Muszę je odwiedzić jak najszybciej 🙂 Piękne zdjęcia 🙂

    • Mnie się teraz marzą góry wiosną 🙂