Slow life

Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach – tam pachnie historią…

Wycieczki szkolne w wieku nastoletnim wydają się nudne. Muzeum, teatr, opera, łażenie po wykopaliskach i niezbyt ciekawi przewodnicy. Ja mając te naście lat nie przypominam sobie porywających opowieści o historii odwiedzanych miejsc i dlatego miejsca historyczne omijałam szerokim łukiem. Inaczej się patrzy na to, gdy się dorasta i stare skanseny można odwiedzić i prześwietlić po swojemu. Z własną rodziną. Dotykać. Wąchać ten zapach wilgoci, starości. Schylać się i czołgać robiąc z tego dla dzieci zabawę, a nie mus. Bo nie trzeba zobaczyć tego, tamtego i biec jeszcze zrobić zdjęcie z pomnikiem. Do miejsc z tradycją warto wybrać się na pół dnia, powolnie chodzić, nie spieszyć się i oglądać po swojemu. Żeby te stare nudne wycieczki szkolne zastąpić nowymi wspomnieniami. Ostatnio odwiedziliśmy Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach i ten teren pachnie historią. Drewniane chaty, mnóstwo starych przedmiotów domowego i rolniczego użytku. Pomysł na kilku godzinny spacer gwarantowany!

Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach – tam pachnie historią…

Nie chciałabym tutaj przynudzać, bo to zdjęcia powiedzą samo za siebie. Zacytuję pewną stronę: „Wielkopolski Park Etnograficzny w Dziekanowicach jest częścią Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy – miejsca odkrycia wczesnopiastowskiego grodu biskupiego, wzniesionego w X wieku nad Jeziorem Lednickim. Badania archeologiczne wykazały, że są to pozostałości kamiennych budowli: pałacu, kaplicy, kościoła oraz wału obronnego, zbudowanych za panowania Mieszka I. To tutaj prawdopodobnie, pierwszy historyczny władca Polski przyjął chrzest. Z tego powodu Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy nosi także nazwę Pomnika Historii Narodu Polskiego.” (źródło tu)

Przy okazji jak tam traficie to pewnie będziecie szukali miejsca na obiad. My wybraliśmy się do Karczmy na Lednicy, niestety wielce zawiedzeni. Długi czas oczekiwania, kelnerki kazały czekać na wolny stolik i mąż zgodnie z instrukcją czekał, gdy ja z dziećmi byłam na placu. Osoby które wchodziły po nas wpychały się bez kolejki na co obsługa wzruszała ramionami i mówiła, że oni nie pilnują kto był pierwszy… Połowa kaczki za 39 zł z pyzami to gruba przesada, bo jedna osoba takiej porcji nie zje. Marnowanie jedzenia. Mięso bardzo suche, bez smaku. Pyzy – surowe z brzegu, a kapusta niedogotowana. Nie pisałabym tego, gdyby nie zerowy poziom obsługi. W Poznaniu knajpy stoją level wyżej w odniesieniu do obsługi klienta. Podejrzewam, że kto w tej Karczmie raz się pojawi raczej się nie wróci, ale z racji tego, że jest niedaleko dzikiej plaży nad jeziorem to ruch mają niesamowity. Nas niestety mocno rozczarowali.