Slow life

Wolne weekendy to luksus. Podaruj go sobie

Pędzimy codziennie do pracy, szkoły, na zakupy, w miasto, do przedszkola, na fitness, zajęcia dodatkowe. Wgapieni w ekrany nie przyglądamy się temu, co dookoła nas. Mijamy obojętnie innych ludzi, nie uśmiechając się rano do nikogo i nie pozdrawiając wesołym „Dzień dobry”. Szukamy sensu w bezsensie. Robimy to co wszyscy. Zatracamy się i zapominamy o sobie. O odpoczynku myślimy jak o czymś danym bogaczom. Bzdura! Odpoczynek należy się każdemu. Leniuchowanie może być twórcze właśnie, dlatego że umysł w końcu odpoczywa, jest wolny od stresu i pośpiechu. Od jakiegoś czasu robię sobie wolne weekendy od pracy, coraz częściej od obiadów. Wychodzimy z domu i jedziemy. Na śniadanie, obiad, place zabaw, do miasta, za miasto. Zmieniamy otoczenie i łapiemy oddech. A gdy wracamy to patrzymy na zachody. Zachody takie, że dech zapiera i chociaż kilka kadrów trzeba zrobić, żeby go na dłużej zapamiętać.

Może wydaje Ci, jak to czytasz, że to totalna bzdura. Rzucam wszystko i wychodzę. A gary? A pranie? A okna, firany, brudna podłoga? Nie uciekną. Posprzątaj oględnie w piątek, zjedz w sobotę pyszne śniadanie z rodziną, włącz ulubioną muzykę, potem ubierz się w coś wygodnego i wyjdź. Przecież nie musisz robić tak, co tydzień. Gwarantuję, że nawet raz w miesiącu wystarczy. Odetchniesz, zmniejszysz poziom całotygodniowego stresu, pośmiejesz się, popatrzysz na nowe okolice i odkryjesz wspaniałe miejsca. Spróbuj! To jest właśnie życie i jego sens.