Dzieci

5 lat mojego macierzyństwa

sesja rodzinna Poznań

O tym, czy byłaś dobrą czy złą matką, zadecydują po latach Twoje dzieci. Nawet w najgorsze dni nie poddawaj się. Przecież idziesz potem spać, przesypiasz te krzyki, łzy rozpaczy, ręce wyciągnięte w górze w geście bezradności… Przeżywasz choć nie wiesz, czy to kiedykolwiek przyniesie rezultat. Te Twoje słowa, ciągłe poprawianie, podnoszenie, dopominanie się. Od 5 lat jestem mamą. Czy to zmieniło moje życie? Oczywiście. Już NIGDY nie będzie takie samo.

Od czego by zacząć…

Może najpierw opowiem Ci, o tym, że zawsze chciałam być młodą mamą. Tą młodością określałam czas do 25-30 lat. Chciałam już wtedy być po porodach. Kiedy mi to przyszło do głowy? Chyba jeszcze za czasów Bravo Girl! i rubryk o ciążach pozamacicznych w kolanie… 😉 A tak serio, to mając różne doświadczenia związane ze szpitalem, chorobami w rodzinie wiedziałam, że to miłość i rodzina, a w tym dzieci są dla mnie sensem istnienia i spełniania się jako człowiek. To inni dają nam możliwość rozwoju, mimo że zmiany zachodzą przecież w naszej własnej głowie.

Po ślubie, w roku 2013, kwestię rodzicielstwa pozostawiliśmy otwartą. Nie skupialiśmy się na tym i chcieliśmy po prostu przyjąć ten dar w momencie, w którym ktoś za nas odgórnie zdecyduje, że to odpowiedni czas. Bo ja chyba nie wierzę, że jest jakiś super dobry moment na bycie rodzicem. Zawsze może nam się wydawać, że czegoś jeszcze nie osiągnęliśmy, że nie mamy zaplecza, mieszkania, kariery… Nie piszę tu o skrajnych przypadkach celowego niezabezpieczania się i różnych patologiach. Mam na myśli ludzi racjonalnych i odpowiedzialnych, myślących o tym, że seks wiąże się z tym, że można począć czyjeś życie. Możemy mieć wrażenie, że nie jesteśmy gotowi psychicznie, a nawet… że nie mamy instynktu. Z nim to też jest ciekawa sprawa, a słyszałam od kogoś chyba, że nie jest czymś wrodzonym, a wypracowanym, nabytym. Nie szukaj, więc tu dziury w całym i nie daj sobie wmówić, kiedy powinnaś zostać matką. A może w ogóle tego nie chcesz? Niech to będzie Twoja sprawa.

Porody

Szkoła rodzenia nie do końca przygotowała mnie do porodu. Ja sama również mimo, że wydawało mi się, że wysportowana, aktywna, no i oczytana, młoda dziewczyna to przecież dam radę. Tyle kobiet dało radę, to ja też. Moje wyobrażenia, a rzeczywistość za pierwszym razem zostały jednak całkowicie zdeptane przez ból. Ból, którego nie znało moje ciało i po nocy krzyżowej męczarni pleców, nie chciało dalej ciągnąć. Wspomnę tylko, że mam bardzo wysoki próg bólu i do tej pory, nawet u dentysty nie korzystałam z żadnych wspomagaczy. Wszystko na żywca, a mimo to… Błagałam o przerwanie tej mordęgi, bo mimo wszelkich znieczuleń, ja nadal wpadałam w taką otchłań bólu, krzyków i niepewności, że chciałam tam schować się w białym szpitalnym worze i uciec. W tym miejscu od razu wyjaśniam, że to moja wina, bo mogłam przeprowadzić jakiś bardziej szczegółowy wywiad, ale sądziłam, że po prostu sobie poradzę. Po pierwszym porodzie, decyzję o drugim maluchu tak naprawdę stopowało pytanie, czy ja chcę drugi raz rodzić…

Poród to jednak krótka chwila w porównaniu do 9 miesięcy noszenia pod sercem małego okruszka. Uderzające stopy w brzuchu, brak czucia jelit i głodu, niemożność wyspania się mimo kilkunastu oplatających poduszek, słuchanie o tym jak piękny jest ten “błogosławiony” stan. Ciąża to cudowna wiadomość, to radość sama w sobie, ale popytaj, jak to właściwie jest i ile kobiet przeszło te 9 miesięcy bez kompletnie żadnych dolegliwości. Pewnie, że je znajdziesz, ale warto posłuchać tych, co mają coś więcej do powiedzenia. Zachcianki ciążowe typu ogórki z dżemem odeszły już chyba do lamusa, bo mamy pod nosem wszystko co chcemy. Ja za to brałam w ciąży chyba najwięcej tabletek w życiu, tarczyca szalała, non stop miałam zakażenia bakteryjne w moczu, a z pozytywnego nosicielstwa GBSa dorobiliśmy się też zapalenia płuc tuż po narodzeniu Olka. Zarówno ciąża, jak i poród trwa jednak krótką chwilkę… bo,

drugi poród przebiegł jednak jak marzenie. Nie planujemy trzeciego dziecka, więc to może rekompensata za ten pierwszy? Taki uśmiech od losu, żebym tak źle nie wspominała sali porodowej i krzyków jak z Jurassic Park. Skurcze z Olkiem w brzuszku zaczęły się na placu zabaw podczas spaceru. Potem podczas drzemki Stacha, miałam czas na dwie kąpiele. Ból podbrzusza nie przeszedł, wówczas telefon do taty, męża. Do szpitala dojechaliśmy w 9 szybkich minut, choć i tak z nogami na desce rozdzielczej. Skurcze co 7 minut, przyspieszające stale w poczekalni. Przy windzie przy rejestracji co 5 minut, rozwarcie powiększające się i znów krzyż. Teraz już chodziłam, kręciłam się jeszcze nie będąc na sali porodowej. Na łóżku położna pomogła mi przyjąć taką pozycję, w której po drugim partym Olek już był na świecie.

Przy drugim jest łatwiej…

Mam wrażenie, że teraz są tak świetne szkoły rodzenia i tak ogromny dostęp do wiedzy, że aż żal z tego nie korzystać. Każdy rok daje nowe możliwości, choć ja tego nie dostrzegałam 5 lat temu. Niewiele blogów opisywało, co naprawdę się przyda. Szkoła rodzenia wciskała mnóstwo próbek, propozycji przedmiotów, a przy fali hormonów ciężko też racjonalnie myśleć i nie poddawać się tej wszechobecnej propagandzie. Słuchaj siebie, swojego partnera, brzucha. Pogadaj z mamą, może z babcią. Z kobietami pragmatycznymi, racjonalnymi i praktycznymi. Co się przydało, co nie. Może jakieś domowe sposoby na potówki, pleśniawki, zbijanie temperatury, szczególnie w sobotni wieczór… Zapisuj wszystko, konfrontuj z wiedzą koleżanek, na końcu z siecią. Nie patrz na układanki insta matek, bo często dostają te cudowne rzeczy po prostu za barter i reklamują. Piękne to, i owszem, ale panuj nad pragnieniami. Szczęścia dziecka nie kupisz, choćbyś je obudowała najpiękniejszymi materiałami, zabawkami i materialnymi gadżetami.

Przy pierwszym dziecku kupiliśmy zły wózek, bo nie dostosowany do naszych terenów i potrzeb. W nocy nerwowo wciskaliśmy nogi w rampersy i śpiochy, których po prostu my i Stach nie lubiliśmy. Ciężko jako świeżo upieczona mama oceniać, co będzie nam się naprawdę opłacało mieć, ale uwierz mi, że w pierwszych tygodniach życia dziecka, ono nie potrzebuje nic poza Tobą. Nadal szuka otulenia, ciepła, ciszy, bujania. Wszystkiego, co zna z brzucha. Pewnie, że trzeba go w coś ubrać, czymś przykryć, ale nie szalej. Daj sobie i dziecku czas. Nie musisz mieć od razu 5 kocy, 10 otulaczy. 1 lub 2 w zupełności wystarczą. Najpierw oceń sytuację i poobserwuj, czy ten mały gość lub panna tolerują bardziej ciepło czy zimno. Nasi synowie byli w tym temacie kompletnie odmienni… jeden koc, kołdra, rożek, śpioch, czapka, niedrapki i nadal zimny. Drugi? Ten mógłby spać nago.

Tak więc jeszcze raz… DAJ sobie i dziecku czas na rozpoznanie siebie i terenu. Może to potrwać nawet i ze dwa miesiące, kiedy nabierzecie do siebie szacunku, zaufania, złapiecie wspólne flow. Nie zamieniaj tego na nic innego. Patrz, obserwuj, całuj, słuchaj, podglądaj, ale i odkładaj, gdy musisz iść do toalety. Chociaż ta toaleta to drażliwy temat… Jestem w niej sama tylko poza domem, gdy nie ma ze mną dzieci.

Słyszysz płacz, bujasz wózkiem…

a dziecka z Tobą nie ma. To normalne. Idziesz sklepową alejką i masz wrażenie, że mimo że uciekłaś z domu na zakupy to jednak cały czas płacz Cię prześladuje. Stoisz przy kasie i bujasz wózek z zakupami. Rozmawiasz z kimś i kręcisz biodrami. Dobrze, że w tym momencie nie śpiewasz jeszcze “Aaa kotki dwa”, bo telefon do psychiatry murowany 😉 Są śmieszne i przyjemne anegdotki z rodzicielstwa, ale gdy przeżywasz je, całkiem inaczej do nich podchodzisz. Chyba po czasie nabiera się do wszystkiego dystansu, nie biega się na każde kwilenie, nie słucha się wszystkich próśb, po miesiącach nabiera się odwagi do odmawiania.

Wychodne

Ja szybko starałam się wychodzić z domu bez dziecka. Studia… Nie zawiesiłam ich za radą najbliższych. I dobrze się stało. Licencjat broniłam w trzecim miesiącu ciąży, magistra przed drugim bobasem. Nie było ulg, nie chciałam żadnych przywilejów ze względu na dziecko czy brzuch. Studia dawały mi czas na odpoczynek, regenerację. Zajęcie głowy i rozwijanie się, bo dziennikarstwo i wszystko, co z nim związane było dla mnie od zawsze pasją. Każdy przedmiot był ciekawy, szukałam nawet w nielubianych zajęciach czegoś, co mi się kiedyś przyda. Na początku po porodzie były to tylko 2 godziny, a w trakcie wykładu i tak dostawałam smsy, żeby wracać, bo już nie dają rady go oszukać butelką… Celowo wracałam wolno. Przyzwyczajałam. Przeżyło, przeżyli. Dali razem radę, a to też wzmacnia więź ojca z dzieckiem. No właśnie… ojciec.

Związek przeżywa próbę

Wiele par ma problem z balansem, dbaniem zarówno o potrzeby dziecka, jak i te małżeńskie, partnerskie. Dziecko z momentem narodzin zawłaszcza zarówno umysł jak i ciało kobiety na spory kawał czasu. To czy ona sobie z tym poradzi, jak szybko nabierze wiary we własne możliwości zależy też od NIEGO. Od faceta. Faceta, który stał się ojcem, a może nie do końca jeszcze to czuje. Poród mógł dla niego też być traumą. Może gdy wracał ze szpitala to wył jak bóbr i nigdy się do tego nie przyzna? Ale co pewnie bardziej prawdopodobne, pojechał na coś do jedzenia. Kilka godzin w sali bez czegoś do przegryzienia daje przecież w kość 😉

No dobra, nie demonizujmy ich. Są naszą deską ratunku, by nie popaść w uwielbienie dziecka. Wydaje się, że stale coś chcą, że zajmują się błahostkami, że nie pomagają tyle ile byśmy chciały. Prania nie widzą, garów nie umyją, gdy im nie przypomnimy, ale my… my też takie jesteśmy czasem. Nie wszystko idzie idealnie. Nieprzespane nocki działają na dwie strony związku – chyba że jedna osoba ewidentnie olewa temat lub ma na to przyzwolenie. Ja od początku budziłam, prosiłam, by to on nosił, trzymał do odbicia, bo ulewanie było dla nas codziennością. W momencie gdy on jeszcze stabilizował, ja już mogłam zasypiać i odpocząć. Dzień z dzieckiem daje na tyle w kość, że w nocy to ON może się wykazać. Oboje pracujemy – każdy inaczej, ale jednak. Gramy do wspólnej bramki, pamiętajcie.

Dotyk może być równie wrażliwy, o czym mówiłam niedawno na instagramie i ktoś mi to uświadomił swoimi słowami. Po całym dniu opieki nad chłopakami – noszę, tulę, przewijam, podnoszę, wycieram, poprawiam, daję się uderzyć, gdy nie zdążę zrobić uniku… jestem po takich 12 h jak jeż. Lepiej mnie nie dotykaj, nie podchodź, nie drażnij. A on? On to łamie. Nie widzi, nie słyszy, bo mu nie powiedziałam, że to był naprawdę ZŁY dzień i ja tego dotyku nie chcę. To rodzi napięcia, wymówki, niepotrzebne słowa. Mów o tym, co czujesz to obejdziesz to.

Szukanie przestrzeni dla siebie

Na początku macierzyństwa przeżywa się zafascynowanie tym nowym światem. Robiłam milion zdjęć, głaskałam, uzależniałam się, mimo że pisałam bloga, studiowałam to jednak popadałam mocno w świat matkowania. Te słodkie małe ubranka, wózek stojący w wejściu, płyny do kąpieli, każde akcesoria dziecięcy wzbudzały radość. Szybko się zorientowałam, że trzeba dbać o świeżość umysłu. Najbardziej pomogło mi oczywiście odkrycie pasji fotograficznej i wychodzenie do ludzi, ale zanim do tego doszło minęło przecież sporo czasu, łez, godzin zmęczenia, wymówek. Biegałam po pierwszej ciąży, po drugiej nie wróciłam póki co do tego, ale ciągnie mnie. Wysiłek równie mocno czyści głowę. Teraz staram się omijać zabawki na drodze do kuchni. To powiem Ci jest niezła sztafeta, a bywa i slalom, bo próbując ominąć jedną przeszkodę, trzymając w ręku jeszcze niedojedzone resztki porannych kanapek i kubek z herbatą można wpaść na pędzącego śmieciarką malucha lub po prostu na… lego.

Macierzyństwo zmienia priorytety

W ciągu tych pięciu lat miałam różne wzloty i upadki. Zostałam mistrzynią organizacji własnego i rodzinnego czasu. Wznoszę się na wyżyny, żeby pogodzić pracę z opieką nad dziećmi. Staram się panować nad własnymi emocjami, a dzięki własnym dzieciom bez problemu radzę sobie z cudzymi robiąc zdjęcia rodzinne w domach i w plenerze.

Mój świat został postawiony na głowie, gdy trafiłam z Olkiem dwa razy do szpitala. Wirus RSV przyniesiony przez Stasia z przedszkola mocno nas przejechał, doprowadzając u młodszego do silnego zapalenia płuc. Zostałam w szpitalu z dzieckiem raz 10, a drugi raz 5 dni. To były najdłuższe doby mojego życia, choć każda z nich przecież miała 24 h. Poza inhalacjami kilkanaście razy na dzień musiałam wymyślać zabawy, nosić, bujać, karmić, by oddzielić od tego wstrętnego świata zarazków i krzyków innych dzieci. Próbując zasnąć na podłodze po całym dniu, marzyłam by te dwie godziny spania trwały wieczność. Czasem się udawało w tych marzeniach pozostać i trwać, a czasem ktoś właśnie wtedy planował rozpocząć dzień i parzyć kawę. W szpitalu nie liczy się nic poza tym, by Twoje dziecko jak najszybciej odzyskało zdrowie. Oddech. By przy obchodzie pediatra powiedział, że jest poprawa.

Słuchasz wszystkich rad, które proces regeneracji mogą przyspieszyć. Łapiesz się jak brzytwy lekarza. Oklepywanie? Tak, jasne, będę robić. Proszę pokazać. Robiłam i szybko efekty przyniosły zazdrość innych, że moja determinacja była skuteczna. Najcięższy stan opanowaliśmy miłością, zaangażowaniem i opieką najszybciej na sali. Nie chcę tam wracać i przy każdym szmerze w oskrzelach Olka, a wierz… na słuch wiem, kiedy zbliża się armagedon, pędzę do lekarza i włączamy tryb awaryjny w domu. Byle tam nie wrócić…

Determinacja, adrenalina, zawziętość…

Dla dziecka zrobisz wszystko. Kochasz bezgranicznie, nawet gdy w oczy krzyczy Ci, że masz iść. Że Cię nie lubi, nie kocha. Zaraz rzuca Ci się w ramiona i chce się bawić. Tobie tak szybko to nie mija. Słowa ranią, choć powinnaś wiedzieć, jak wielką huśtawkę emocji ma w sobie dziecko. Ono ufa Ci bezgranicznie, masz na sobie wielką odpowiedzialność. Im więcej włożysz, tym więcej ono kiedyś wyjmie.

Ucz świata, otwieraj na ludzi i zjawiska. Dawaj siebie kiedy i ile możesz. Miej przy tym swoją przestrzeń, bo zginiesz. Psychicznie i fizycznie można marnieć. W kryzysowych chwilach mów o tym innym i szukaj wsparcia. Dziecko ma zawsze dwoje rodziców, choć nie zawsze są przy nim.

Macierzyństwo na początku jest proste, bo dotyczy po prostu obsługi człowieka i pielęgnacji. Przewijanie, karmienie, mycie, noszenie, bujanie, przytulanie… zasób pierwszych potrzeb jest krótki. Im dalej w las tym lista się poszerza. Dziecko wstaje, zaczyna mówić, a my nie nadążamy, choć jeszcze niedawno czas wlókł się w nieskończoność.

Myślisz, że to wieczność

Nie możesz doczekać się etapów, kamieni milowych. Potem oglądasz zdjęcia, patrzysz jak śpią i nie możesz uwierzyć, że bobas oparty o pierś ma teraz 5 lat. Że to już kłócący się człowiek. Mały facet zadający milion pytań, obserwujący otoczenie i analizujący własną pozycję w tym dziwnym świecie. Jestem z nich dumna, choć każdego dnia zastanawiam się, skąd oni czerpią siłę. Skąd się biorą pomysły do smarowania świeżego tynku na domu pastą do butów… Dlaczego można czytać jedną książkę przez 2 miesiące? Codziennie na dobranoc. Po co wjeżdża się w brata rozpędzonym rowerem, choć krzyczę że nie wolno… Ich wyobraźnia i pomysły często mnie przerażają. W snach mi się nie śniło, że trafię na takie gagatki. Trafił swój na swego… pamiętam, gdy to o mnie w szkole mówiono, że cisza woda brzegi rwie.

fot. Aga Bondyra