Slow life

Dzisiaj wybieram babranie w błocie

… a jutro będę podbijać świat. Przecież mogłabym biegać za najnowszym materiałem po mieście do reportażu albo patrząc na morze przez balkonowe drzwi pocić jakiś pierwszy lepszy felieton. Zamiast przewijać kolejną pieluchę mogłabym gonić deadliny, kłócić się z redaktorem lub robić kolejną kampanię reklamową. Mogłabym. Dzisiaj wybieram jednak babranie w błocie, bo o byciu mamą marzyłam równie mocno, jak o pracy dziennikarza. Blogowanie pozwala mi pisać na dowolne tematy, poruszać to co jest dla MNIE ważne. Nie gonię z mikrofonem za przechodniami pytając, kiedy zmieniają opony na letnie, tylko siedzę na krześle w ogrodzie albo kucam tuż przy Synu i razem lepimy babki z błota. To nigdy nie będą stracone lata. Żadne pieniądze nie wynagrodzą spędzonego czasu z dzieckiem.

To jest mój wybór

Za pewnie gorszy poziom materialny i straconą szansę na karierę w młodym wieku zdecydowałam się pozostać w domu z dziećmi. Zwolnienie się z pracy po macierzyńskim uszczupliło nasz budżet, ale z drugiej strony mocniej mobilizuje mnie to do samodzielnej nauki, dyscypliny i ambitnego stawiania kolejnych celów. Widzę, jak rozwijam się fotograficznie, moje wypociny przyciągają coraz więcej ludzi, a agencje reklamowe pukają do mojej skrzynki mailowej kilka razy w tygodniu. Nie rzucam się na każdą ofertę. Raczej rzadko co przyjmuję. Wiem, że to stracone pieniądze, ale z drugiej strony, blog to moje miejsce i moje zasady. To że komuś wydaje się, że pasuje do mojego stylu życia, nie oznacza że i ja mam takie zdanie. Moje zeszłoroczne pity pokazały mi, jaki progres następuje z roku na rok, mimo że “siedzę w domu”. Rano nie zrywam się, jak oparzona, chociaż staram się zwlec przed chłopakami, żeby zrobić sobie wcześniej herbatę i makijaż. Nie ścigam się z nikim, nie mam potrzeby pokazywania w internecie całego naszego życia. Gdy nie mam na to siły po prostu nie pokazuję nic. Od tego nie znikam. Żyję za to pełniej w realnym świecie.

Bo to babranie w błocie potrafi być odprężające. Siedzisz na jeszcze mokrej i zimnej ziemi, brudzisz ręce, piasek wchodzi pod paznokcie, ale żyjesz naprawdę. Słyszysz ptaki, trąbienie ciężarówek, szczekającego psa na kuriera, a pod stopami dostrzegasz biedronkę. Gdybym goniła z tym mikrofonem nie zauważyłabym smutnej twarzy sąsiada, ani nie trzymałabym dziecka za rękę w drodze do sklepu. Nie mogłabym go gonić między choinkami, bo siedziałabym przy biurku. A może wtedy nawet nie miałabym dziecka, bo ktoś wybiłby mi to z głowy. Życie moje to jednak mój wybór. Pewnie niektórzy znajomi pukają się w głowę zdobywając kolejne awanse. Tylko że za parę lat nie spotkamy się razem na wywiadówce, bo im dopiero przypomni się o dziecku. Może zaczną myśleć o tym, że czegoś im brak, że mają pieniądze, duży dom… tylko jakiś on pusty. Ja jeśli będę miała dom to pewnie mniejszy. Nie pusty, ale głośny od krzyku chłopaków, bijatyk, moich próśb o wcześniejszy powrót do domu. Może nigdy nie będę zawodowo gwiazdą wielkiego dziennikarstwa, a spełnię się inaczej. Nie wiem. Nie mogę martwić się na zapas. Przecież teraz wybieram babranie w błocie.