Zdrowe ciało

Pielęgnacja less waste – moje małe kroki

pielęgnacja less waste

Nie jestem eko freakiem. Nie robię wszystkiego w 100% dobrze i popełniam nadal wiele prostych błędów. W pewnym momencie jednak, w dużej mierze pod wpływem zmiany diety na wegetariańsko – wegańską, dotarłam do filmów na Netflixie, artykułów o less waste, zobaczyłam konto Arety Szpury… Wgłębiając się w temat i próbując zmienić najpierw swoje nawyki żywieniowe, by pozbyć się trądziku, szybko doszłam do wniosków, że wraz z dietą przeobrażeniu ulegną także moje nawyki związane z pielęgnacją. Jeżeli do kogoś zmiany klimatyczne jeszcze nie docierają, musi być naprawdę oporny. Nasze proste, codzienne wybory mają znaczenie, nawet jeżeli mówi się nam, że jednostka nie obali systemu. Podlicz tylko… kupowałam mięso minimum raz na tydzień za około 60-80 zł. Mnożąc to na cały rok daje niezły wynik. Ktoś teraz przeze mnie nie zarabia. Jednostka nie obali systemu, ale może mieć na niego wpływ… codziennie.

Pielęgnacja less waste

Proszę nie bierz nic z tego tekstu za atak, wtrącanie się w Twoje życie i decyzje. Każdy za siebie decyduje i nikomu nic do tego. Troszkę inaczej jest jednak z tym, co czeka nasze dzieci i wnuki. Kto jest za to odpowiedzialny? My wszyscy. Jesteśmy zbyt wygodni, zachłanni, zapatrzeni w siebie i myślenie tylko o chwilowej przyjemności. Dobrze pamiętam, tfu, ja wciąż mogę patrzeć, jak z przedmiotami i jedzeniem obcuje mój dziadek. Każda folia, siateczka, pudełeczko miało długi żywot. Było i jest wykorzystywane milion razy i trafia do śmietnika, kiedy naprawdę nie jest w stanie już do niczego się przydać ze względu na zużycie. A my? Zmieniamy “stare” na nowe nie myśląc, czy naprawdę potrzebujemy nowych ubrań, telefonu, auta, kosmetyków, kolejnych trzech siat jedzenia, mimo że lodówka nie świeci pustkami… i tu ja widzę sedno zmian i kierunku myślenia ku less waste. Branie większej odpowiedzialności za własne wybory, bo teraz czujemy się bezkarni. Nie doceniamy jak wiele mamy i co udało nam się zdobyć poprzez ciężką pracę.

Nie wiem, co pierwsze przeczytałam o less waste, ale to co do mnie najszybciej trafiło to lniane i siateczkowe woreczki na zakupy. Wcześniej i tak nie przychodziłam do domu z toną reklamówek, ale od tego momentu bardzo mocno zwracam na to uwagę. Kupujemy jeśli się da to w szkle, nie w plastiku. No i gdy jedziemy do sklepu to przede wszystkim z listą. Machina konsumpcjonizmu ma ogromne macki i ciężko nad sobą panować. Im więcej będziemy się wystawiać na próbę i wygramy tym łatwiej będzie nam odmawiać, korzystać ponownie z czegoś, dbać o to co mamy. Moje nastawienie do posiadanych dóbr zmieniło się jeszcze bardziej, a przecież od dłuższego czasu i tak byłam minimalistką… Za każdym naszym zakupem nie stoi cyferka znikająca z karty kredytowej, ani banknot wyjęty z portfela. Kupowanie to płacenie swoją pracą, swoim czasem, który poświęciliśmy na zdobycie pieniędzy. Szanujmy to.

Od czego zacząć…

Przede wszystkim przy zmianie nawyków na mniej śmieciowe, pamiętaj by zużyć to co już masz. Marnowanie to też domena naszych czasów, więc zerknij, jeśli już mówimy o pielęgnacji ciała i twarzy, do łazienki i poczytaj etykiety. Sprawdź co ma jeszcze datę ważności, ile masz kremów, płynów, mydeł i nie kupuj mnóstwo na zapas, bo to potem ginie w szafkach.

Porządki są jedną z ważniejszych rzeczy, bo widzisz ile czego masz i z głową na karku pomyśl o tym, żeby w imię filozofii less waste nie wyrzucać od razu wszystkiego, tylko poczekać na wykończenie wszystkich produktów. Chyba że korzystasz z produktów tak kiepskiej jakości, że po analizie składów nadają się one tylko do wypastowania butów lub innego użycia. Znaczek otwartego kremiku z tyłu opakowania oznaczania po jakim czasie od otwarcia powinniśmy zużyć kosmetyk. Przykładowa lista składników niebezpiecznych znajduje się na stronie Naturniki. Jest ich setki wpisując w Google. Ja bardzo dużo polegałam na wiedzy przyjaciółki – Marty Majszyk – Świątek, która jest technologiem kosmetyków. Pomagała mi ustalić pielęgnację pod moje problemy trądzikowe.

Less waste uczy cierpliwości, pokory, szacunku. Powoli kończąc stare kosmetyki, zaczęłam przeglądać strony z naturalnymi kosmetykami, wacikami wielorazowymi, szczoteczkami bambusowymi… Wiedziałam, że wymiana wszystkiego co mam, wykończyłaby mój portfel, a przecież poza pielęgnacją zewnętrzną dbałam o nowe nawyki żywieniowe i jedzenie dokładnie według ułożonej przez Marikę Skoddę diety. Powoli moja szafka w łazience pustoszała i zmieniała swą zawartość…

Pasta do zębów i szczoteczka bambusowa

Chcę żebyś wiedziała, że cały czas wprowadzamy zmiany do naszego życia. Dużo mówię o tym mężowi i to, co mogę Ci poradzić to brak naciskania, a dawanie przykładu. Sobie oraz synkom zakupiłam bambusowe szczoteczki oraz pastę w szklanym słoiku. U męża to jednak nie przeszło. Ma elektryczną szczoteczkę oraz lekką fanaberię na punkcie szkliwa, czystych zębów itd., i niestety jego odczucia po paście z aktywnym węglem nie były pozytywne i wytrzymał może z 3 tygodnie. Ja stosuję od jakiegoś roku i jestem bardzo zadowolona. Nie mam wrażenia, aby coś się nie doczyściło. Synkom myjemy ząbki delikatniejszą pastą dla zębów wrażliwych. Szczoteczki bambusowe możecie kupić od czasu do czasu stacjonarnie w Lidlu, w stałej ofercie są także w Auchan, a w Poznaniu w co najmniej kilku sklepach z ekologicznymi kosmetykami. Odbiór osobisty posiada również mój ulubiony Skład Prosty, w którym kupuję większość produktów, które Wam pokażę i których używam. Włosie zastosowane w szczoteczkach Hydrophil jest typu BPA FREE. Opakowanie szczoteczek jest przyjazne dla środowiska – wykonane z kartonu z recyklingu, ulega biodegradacji. Szczoteczki trzymamy w szklanym kubku, bo rączka musi wyschnąć. Do nakładania pasty ze słoiczka, producent dodaje specjalne nabierki.

Domowy spray do odświeżania powietrza

Spraye do odświeżania powietrza dostałam w prezencie imieninowym od jednej z uczestniczek pikniku na moim ogrodzie. Mam je od lipca, a cały czas używam i doskonale odświeżają powietrze w łazience. Nie korzystamy z żadnych sztucznych zapachów.

Golenie – maszynka na żyletki

Przez dobrych kilka miesięcy kończyłam plastikowe, jednorazowe maszynki do golenia. Zazwyczaj kupuje się je w większym opakowaniu, więc nie widziałam sensu ich wyrzucania. Z tyłu głowy wiedziałam, że to także kolejny krok do zmiany, bo przecież były i są maszynki wielorazowe, na żyletki. Mój mąż ma swoje dwie, choć z lenistwa oczywiście także używał jednorazowych. Powoli jednak udaje nam się ogarniać golenie w trybie slow i skupienia się na tej czynności. Delikatność, powolność i dacie radę. Ja golę się rzadko w niektórych partiach, więc nie narzekam. Drewnianą maszynkę nabyłam późną jesienią 2019 w Składzie Prostym, jako prezent dla siebie na Mikołajki 😉 Nigdy nie używałam pianek, tym bardziej tych dla kobiet, bo większość których próbowałam bardzo mocno mnie podrażniała. Depilacje przeprowadzam na mokro w czasie kąpieli mocno się namydlając.

Patyczki higieniczne

Alternatywą dla zwykłych plastikowych patyczków są bambusowe. Pojawiają się czasem w Biedronce, ja kupiłam te Hydrophil, a że używamy ich niewiele, paczuszka za 8,99 starczyła nam póki co na ponad rok. Uszy myjemy głównie podczas kąpieli i mamy patyczki awaryjnie także do jakichś spraw higienicznych albo poprawiania przeze mnie pomalowanego oka, gdy odbije mi się tusz.

Szampon w kostce

Włosy to jedna z bardziej drażliwych kwestii, a rozwiązanie problemu plastiku w łazience z powodu szamponu jest przecież bardzo proste. Rok temu, gdy pozbywałam się butelek z łazienki rzuciłam się najpierw na mydła do mycia włosów w kostce. Mydło to mydło. Tłuste, pozostawiające lepiące włosy doprowadzało mnie do szału, bo płukanki octem, mąką żytnią i innymi tego typu zabiegami nie pomagały mi. Już prawie chciałam wrócić to starego nawyku, ale po jakimś czasie Cztery Szpaki wypuściły szampon w kostce. Oszalałam na jego punkcie! Przed nim próbowałam droższej alternatywy zwykłego szamponu z firmy Herbs&Hydro. Jakiś czas było dobrze, potem głowa się przyzwyczaiła i odstawiłam.

Ja mam długie włosy z tendencją do przetłuszczania, ale przede wszystkim do mocnego plątania. Nie mogę długo nosić rozpuszczonych, bo na karku zaczynają się plątać i robić wielkie pukle… Walczyłam jakimiś mgiełkami do rozczesywania, ale okazało się, że wystarczyła mi jakaś zwykła bambusowa szczotka za 12,99 z Biedronki. Potrafi rozczesać mi włosy w minutę, choć Tangle Teezer nie dawał rady lub męczyłam się pół godziny. W mocnym sezonie fotograficznym objawem, że mam dużo pracy były właśnie nierozczesane włosy, bo po całym dniu nie miałam czasu spędzać bawić się z włosami… Szczotka z Biedry przywróciła mi życie i normalny wygląd głowy 😉 Mogłam też odstawić wszelkie mgiełki. Odżywkę stosowałam z Yope, ale że to nadal opakowanie, po zużyciu zrezygnowałam. Czekam na taką w kostce. Chodzą słuchy, że firmy już nad nimi pracują.

Nie zrażajcie się pierwszymi podejściami do szamponów w kostce i testujcie różne firmy. Pienią się tak samo, jak te butelkowe tylko włosy mogą mieć odmienne reakcje. Ja tracę ze względu na rozchwiane hormony sporo włosów, więc używam w szkle jeszcze serum.

Pielęgnacja buzi

To chyba mój największy problem… Walczę od roku z trądzikiem, który ma różne przyczyny, ale przede wszystkim złą dietę, brak snu, brak picia wody. Po konsultacji dietetycznej zmianom uległa także pielęgnacja. Odstawiłam sklepowe kosmetyki na wypryski. Do mycia używam mydła dziegciowego. Potem wacikami wielorazowymi zmywam resztki olejkiem z konopii i krokosza lub tonikiem z kwasami, którego nie ma na zdjęciu. Stosuję go ze względu na stare blizny i podtrzymanie efektu kwasów z wizyt u kosmetologa.

Po oczyszczeniu i tonizowaniu nakładam olejek na trądzik od Klaudyny Hebdy. Kupiłam go, gdy Klaudyna ogłosiła, że wyśle do testowania zainteresowanym osobom. Olejek pomógł jej siostrze i ja na początku nie widziałam zmian, ale teraz gdy kończę buteleczkę uważam, że to dzieło. Zmniejsza ilość wyprysków, a gdy się pojawiają opóźnia i spowalnia ich dalszy wzrost. Z kremów używam Make me Bio. Nie pozostawia lepkiego filtru. Do peelingu przy trądziku poleca się peelingi enzymatyczne i ja z Tołpy jestem od roku bardzo zadowolona. Stosuję raz w tygodniu. Mam jeszcze hydrolat oczarowy z Ministerstwa Dobrego Mydła. Również polecany do takiej cery jaką mam. Być może nadal to wygląda mało less waste, ale staram się używać małe ilości kosmetyków, nakładać mniejsze “porcje”. Słoiczki i butelki starczają mi na długo. Poza tym autorskim olejkiem Klaudyny i podjęłam się zakupu kremów hand made, ani sama też nie kombinowałam, by jeszcze bardziej ograniczyć śmieci. Przy mojej walce z trądzikiem musiała wdrożyć radykalne kroki, ale pamiętaj, że podstawą tej batalii jest zmiana odżywiania, a pielęgnacja zewnętrzna pomaga tylko ogarnąć skutki. Przyczyna leży w Tobie, w środku, jeśli masz z tym problem. O buzi napiszę osobny post i pokażę etapy walki, bo moja twarz w porównaniu do dziś, wyglądała tragicznie i może nawet nie uwierzysz, że mogłam tak wychodzić do ludzi…

Szczotka na sucho i olejowanie

Zamiast tradycyjnego peelingu codziennie szczotkuję od kilku lat ciało. W zeszłym roku zmieniłam szczotkę na taką ze Składu Prostego i poczułam, co to prawdziwy masaż. O jego właściwościach był już kiedyś osobny post. Szczotka poprawia krążenie, zmniejsza cellutit, pomaga pozbyć się problemu wrastających włosków, ale przede wszystkim na bieżąco usuwa stary naskórek i dodatkowe peelingi nie są potrzebne. Lubię ten cukrowy z Ministerstwa Dobrego Mydła, bo pachnie obłędnie i jest w słoiku, ale po prostu nie potrzebuję go, bo mam szczotkę. Od czasu do czasu używam oleju sezamowego Olinii, natłuszczam nim całe ciało, owijam się ręcznikiem na pół godziny żeby utrzymać ciepło, a potem porządnie się myję. Olej sezamowy pomaga oczyszczać ciało z toksyn, więc trzeba naprawdę pozbyć się go z całego ciała po takim zabiegu.

Dezodoranty

W tej dziedzinie niestety poległam… Próbowałam, byłam twarda, ale jednak moje ciało jest oporne. Starałam się odstawić sklepowe butelki antyperspirantów, jednak korzystam z nich cały czas. Próba przejścia na kremowe, składające się z sody i olejków eterycznych dezodoranty w kremach lub kostkach okazała się fiaskiem. Przy takiej zmianie należy wytrwać kilka dobrych tygodni, by organizm oczyścił się z aluminium, wyparł stare nawyki. Niestety pocę się bardzo dużo. Reguluje mi się w ten sposób temperatura ciała, a ze względu na fotografowanie i pracę fizyczną z dziećmi, bardzo dużo chodzę. Naturalne dezodoranty nie dały rady… Zapach był dla mnie nie do wytrzymania, a ponieważ na sesjach preferuję bardzo bliski kontakt z ludźmi musiałam dbać o to, by czuć się komfortowo. Nie stosuję żadnych blokerów, bo to powodowało dodatkowe blokowanie potu i łoju i zwiększenie mojego trądziku. Musi to gdzieś w końcu mieć ujście. Z dezodorantów naturalnych próbowałam między innymi: Make me Bio, Si Si Bee, 4 Szpaki i kilka innych. Może jeszcze kiedyś spróbuję, ale póki co tutaj poległam.

Perfumy w wosku

To jest hit! Gdy właścicielka Składu Prostego wprowadziła je do oferty, wybrałam się osobiście do sklepiku, żeby to wszystko powąchać. Olo był zajęty na pół godziny, a my nawet wypiłyśmy kawę. Zapachy są obłędne, inne niż tradycyjne. Nie utrzymują się oczywiście od rana do wieczora, więc ja wrzucam je do torebki i przy wizycie w toalecie, gdy jestem poza domem smaruję nimi szyję. Są wydajne i naturalne. Stare perfumy w szkle oczywiście wykańczam, ale lepiej się czuję posmarowana mazidłem ze słoiczka niż wypryskana ulubionym mojego męża zapachem damskim Dolce Gabbana.

Kremy do ciała

Mimo olejowania, mam w razie czego na bardziej suche okresy różne kremy w słoikach. Stosujemy te same zarówno u nas, jak i u dzieci. Ze względu na to, że kosmetyki są naturalne nie ma z tym problemu. Olek ma skórę skłonną do mega wysuszania i AZS, gdy tylko zje mleko krowie i przetwory mleczne. Jesteśmy na roślinnych alternatywach, ale zdarzy się że zje coś od moich rodziców lub teściów nabiałowego i kończy się to suchością plecków i brzuszka. Mamy na to SOS i te trzy kremy poniżej. Zdecydowanie najlepiej pomaga mu ten z mocznikiem od Si Si Bee, który ja stosuję do stóp. Dba o dobre nawilżenie skóry i szybko reguluje wysuszenie. Wystarczy odrobina rano i wieczorem i Olek się nie drapie, a ja nie mam dziur w skarpetach od suchych pięt. Gdy mniej piję, smaruję nogi i ręce jednym z kremów poniżej.

Kosmetyki w słoiczkach dla mężczyzn

Producenci nie dbają na szczęście o kosmetyki naturalne tylko dla kobiet. Tu warto podkreślić, że większość produktów jest przecież unisex, bo to co naturalne jest przecież dla wszystkich, bez względu na płeć. Nie ma jednak co ukrywać, że faceci lubią troszkę inne zapachy i dla nich też można znaleźć inne kremy, olejki. Ja mężowi na urodziny kupiłam masło do twarzy i ciała Bee Natural i faktycznie ma męski zapach. Daje fajne nawilżenie, a że jest wydajny postoi u nas w szafce kilka miesięcy. Słoiczek wykorzystamy pewnie ponownie, bo ma idealny kształt i wygląd.

Mydło w kostce

Taką podstawową zmianą, którą można wprowadzić praktycznie od razu jest zmiana stosowania mydła w płynie oraz żeli pod prysznic na mydło w kostce. My dodatkowo używamy takich woreczków ze sznureczkami. Jeden na szampon, drugi na mydło do ciała. Wieszamy koło słuchawki od prysznica i przez noc wysycha. Woreczek jest super, bo szybko pomaga spienić mydło, ale co ważniejsze, gdy mydło się kończy i zostaje resztka to jest w woreczków i wykańcza się je do końca, a nie wala się one po brodziku, czy umywalce.

Okres less waste – kubeczek menstruacyjny i podpaski / wkładki wielorazowe

Dochodzimy do kolejnej wzbudzającej opory kwestii. Okres less waste. Ja – kobieta, która nie wkładała sobie sama globulek w ciąży, nie używająca tamponów, dałam radę bez problemu przejść na kubeczek menstruacyjny. Gdy zaczynam wchodzić na ścieżkę less, wkracza ona powoli w każdy obszar życia i zmienia Twoje podejście i decyzje. Po kolei i powoli. Wiedziałam, że w końcu kupię kubeczek. Zmobilizowała mnie przyjaciółka i na spółkę kupiłyśmy dwa Organic Cup, gdy firma miała jakąś promocję również na wysyłkę. Gdy zamawiałam kubeczki miałam akurat okres i wiedziałam, że będę musiała poczekać miesiąc, by go wypróbować. O tym, jak go włożyć warto posłuchać filmików na youtubie. Po kilku miesiącach stosowania zajmuje mi to kilka sekund, a uwalnia praktycznie na cały dzień o myśleniu o tych nieprzyjemnych dniach. Okres z kubeczkiem praktycznie nie istnieje. W pierwszych dniach muszę go opróżniać nieco częściej niż rano i wieczorem, ale od trzeciego dnia wystarczy, że robię to po przebudzeniu i przed spaniem. Jaka to wygoda!

Dodatkowo dokupiłam sobie wielorazowe podpaski, tak w razie W. Generalnie szybko się zorientujesz, jakie jest odczucie, gdy zbliża się do zapełnienia kubeczka. Wielorazowe podpaski i wkładki są teraz ładne, kobiece. Dla mnie są tylko i wyłącznie dla komfortu psychicznego, bo przez kilka miesięcy “awarię” miała ze 2 razy, ale to na własne życzenie, gdy nie poszłam po prostu opróżnić kubeczka.

Dezynfekuję kubeczek i wyparzam po użyciu. Nie wyobrażam już sobie teraz bez niego okresu. Możecie również poszukać jakiś ekologicznych podpasek i tamponów, ale opcją najbardziej zero waste będzie zdecydowanie kubeczek. Opory są zbyteczne. Ja żałuję, że nie naciskają na to już na wychowaniu do życia w rodzinie w szkole, bo to naprawdę ułatwia funkcjonowanie i nawet bym powiedziała, że pozwala normalnie funkcjonować w białych spodniach oraz bez problemu iść na basen oraz ćwiczyć w czasie miesiączki.

Olejki

Wraz ze zmianą pielęgnacji doszły u nas także olejki w ramach aromaterapii. Korzystam ze zwykłego kominka, nalewamy kilka kropel olejków i śpimy w tych “oparach”. Lepszy oddech, mniej katarów i szybsza regeneracja to takie zmiany, które szybko odczuliśmy. Olejki mamy też takie zwykłe, apteczne za 5 zł – świerkowe, tymiankowe, oregano, ale korzystamy też z droższych mieszanek od Klaudyny Hebdy i to jest petarda. Zapachy są obłędne, a sen naprawdę super. Tak trzecia buteleczka to olejek na sen, który smaruje się na skronie, pod serce i przy kostkach. Nic to jednak nie da, jeśli do samego łóżka i momentu zaśnięcia będziesz korzystać z ekranów lub gdy wypijesz tonę kawy. Żaden olejek wtedy nie pomoże 😉

Wielorazowe waciki

Waciki wielorazowe stosuję od kilku miesięcy. Kupiłam takie z forty bawełnianej od Wielorazówki. Jeśli jesteście z Poznania lub okolic możecie je odebrać osobiście. Używam do zmywania makijażu olejkiem lub tonizowania buzi. Potem piorę je w sodzie oczyszczonej z cytryną lub kwaskiem cytrynowym. Używam już kilka miesięcy i te niteczki wystające po prostu odcinam. Waciki są miękkie, a nie produkuję tony śmieci. Nie używam jednorazowych ręczników do wycierania buzi. Wiem, że byłoby to wskazane przy trądziku, ale mam mały, zwykły ręcznik, który często piorę.

Paznokcie

Jeśli chodzi o paznokcie to na hybrydy nie chodzę. Byłam z 3 razy i po tym czasie paznokcie był zmasakrowane. Bardzo cienkie, bolące bym powiedziała aż. Regeneracja trwała dobre pół roku, żeby wróciły do pierwotnego stanu. Nie jestem instagramowym freakiem flatlayów z pazurami i nie potrzebuję mieć stale nowego manicuru. Ogólnie paznokcie nie są w kręgu moich zainteresowań i nie zawracam sobie nimi głowy. Ważne żeby były czyste i w miarę równo obcięte, ale czy mam jakiś kolor co miesiąc nie ma dla mnie znaczenia.

W domu malowałam je lakierami żelowymi z Rimmela i uwielbiam tę linię za trwałość. Chciałam w imię naturalności spróbować innych lakierów, ale niestety trwałość tych produktów pozostawia wiele do życzenia. Jako mama dwójki, ręce myję naprawdę bardzo często, nawet gdy nie chcę, to trzeba dzieciom pomóc i kółeczko się zamyka, a dłonie wysuszają i lakier schodzi.

Makijaż

W kwestii makijażu nie odstawiłam wszystkiego w plastiku. Korzystam z minerałów Annabelle Minerals. To polska marka i jestem bardzo zadowolona, choć wieczorem już prawie nic nie ma na buzi, to uwielbiam te kosmetyki za lekkość i dopasowanie do mojej cery. Kosmetyki są w plastikowych pudełeczkach, ale ponieważ maluję się rzadko i mało to ten grzech mam nadzieję będzie mi wybaczony. Makijażowe kosmetyki trzymam w lnianym woreczku, mam ich naprawdę niewiele, bo to tylko podkład kryjący, podkład rozświetlający, korektor mineralny, tusz i jedna kredka do krwi. Poza 2 pędzlami więcej grzechów nie pamiętam 😉

Co jeszcze…

Pomysłów i sposobów na ograniczanie śmieci w łazience i pielęgnacji jest wiele. Może Cię zainspiruję do zmian, bo warto. Worki ze śmieciami się zmniejszają, szklane słoiczki można ponownie wykorzystywać. Gdy robisz kawę fusy przydadzą się do peelingu, ale nie przesadzaj z ilością, żeby nie zapchać sobie rur. Możesz zmienić pilnik na szklany, który potem wrzucić do śmieci segregowanych. Proszek kupuję w tekturowym pudełku, ale od Marzenki, która była u mnie ostatnio na warsztatach z fotografii lifestyle dostałam link do piorących kul, które starczają na 1000 prań. Przemawia to do mnie.

W mojej pielęgnacji korzystam jeszcze z soli Epsom. To sól, która przyswaja nam magnez. Nie wiem, czy wiesz, ale magnez jest przez nasz organizm właśnie dużo lepiej przyswajalny przez skórę niż przez żołądek i tabletki. Sól nie jest droga, a to fajny wieczorny rytuał.

Z kwestii less waste w łazience, nie zmieniliśmy jeszcze papieru toaletowego. Do tego też dojdziemy, w końcu na rynku są już teraz różne szare papiery. Drobnymi krokami pamiętaj. Nie rzucaj się na głęboką wodę i nie wyrzucaj wszystkiego od razu. Grunt to wykorzystanie tego co się ma i kreatywne podejście. Spróbuj odkładać zakupy, zostawiaj otwarte zakładki z produktami. Zastanawiaj się dłużej i odpowiedzialnej czy czegoś naprawdę potrzebujesz, a gdy już dochodzi do decyzji pamiętaj o analizie składu. Przy nauce tego co dla Twojej skóry dobre obserwuj swój organizm i ucz się na błędach. Nie daj sobie wmówić, że musisz mieć wszystko. Wbrew pozorom nadal im mniej, tym lepiej.

Przy wytrwałości w dobrych nawykach polecam wypisanie się z newsletterów sklepów z kosmetykami, zablokowanie smsów o promocjach z drogerii, wyciszenie kont w mediach społecznościowych, które stale reklamują nowe kosmetyki od firm w ramach współpracy. Nie dajmy się wpędzać w to szaleństwo, bo umiar jest tu najważniejszy.