Slow life

Autentyczność to odwaga bycia nielubianym

Nie można mieć wszystkiego – trzeba wybierać. W naszych czasach cały czas trzeba wybierać. Co kupić, co robić, z kim spędzić czas, gdzie pójść, czy wziąć kredyt, kupić dom czy mieszkać z rodzicami, iść na studia czy od razu do pracy, mieć dziecko wcześniej czy później… Życie zgodne z cudzymi oczekiwaniami to niewola. To kajdany założone sobie na ręce, szyję, nogi i usta. Kiedy zdobędziesz się na odwagę bycia autentycznym to wtedy wszystkie relacje międzyludzkie i codzienne sprawy przestaną być dla Ciebie ciężarem. Przestaną, bo zaczniesz być sobą. Kimś kim naprawdę jesteś, ale o tym zapomniałaś. Co lubisz, do czego dążysz, kim chcesz być, czego potrzebujesz do szczęścia? Znasz odpowiedzi na te pytania? Chcesz je poznać? Pracuj nad sobą. To ciężka, mozolna praca, która przysporzy Ci wrogów, zamknie kilka dróg kariery, pozbawi pieniędzy. Tak to jednak jest – autentyczność to odwaga bycia nielubianym. 

O wolności w biznesie i nie tylko…

Ten post kołacze mi się w głowie od kiedy na moim Instagramie, fejsie oraz blogu zaczęło wylewać się dużo negatywnych komentarzy. Anonimy myślące, że są anonimami krytykowały mnie za obniżenie poziomu postów, ich bezsens, ale też za moje poglądy i opinie, które nie były zgodne z nimi. Mam to w nosie, wiesz dlaczego? Bo sieć i kreowanie w nim swojego wizerunku to tylko pozory. Myślimy, że się znamy, wiemy coś o sobie. Tak? Nie sądzę. Profile na instagramie tworzone w przemyślany sposób mają na celu zarobek, przedstawienie swojego lepszego „ja”, pokazanie gadżetów, przedmiotów. Odcinam się od takich osób i szukam autentyczności. Lubię zaglądać do tych samych dziewczyn, podglądać ich prawdziwą codzienność, ich zmagania z macierzyństwem, małżeństwem, pracą, życiem po prostu. Napisałam magisterkę z budowania marki osobistej za pomocą bloga, przekopałam tonę literatury na ten temat i nadal dziwię się ludzkiej naiwności. Przecież pisanie swojego zdania na drażliwe w Polsce tematy to właśnie strategia. Dzięki temu niektórzy są postrzegani jako ci fajni, ugodowi, wszystkich lubiący i spełniający się na każdym polu. To ludzie z plasteliny. Dostosują się i ułożą tak jak trzeba byle tylko osiągnąć z tego korzyści. Życie nie jest usłane różami i dobrze o tym wiesz. Ty właśnie, która nie komentujesz, ale czytasz moje posty i czasem kiwasz głową z aprobatą. Nie ściemniam, że zawsze jest łatwo, szczególnie gdy do głowy przyszedł kiedyś pomysł, żeby młodo wyjść za mąż i szybko mieć dzieci. Mieszkam z rodzicami i nie narzekam. Pracuję nad tym i to najważniejsze.

Czasem jest ciężko, trudno, brzydko i brudno. Brakuje motywacji, sił, pieniędzy na podstawowe potrzeby. Tego nikt nie pokazuje, bo się wstydzi. Wszędzie uśmiechnięte twarze, nowe przedmioty, szczęśliwe rodzinki jedzące tylko zdrowe i eko dania. Co by świat powiedział o tym, że tacy nie jesteśmy? Że lubimy białe bułki, wstajemy o 5 żeby cokolwiek zrobić dla siebie, w niedzielę chodzimy do kościoła, brzydzimy się ćwiczyć i pocić, tracimy stale pieniądze na ciuchy, kosmetyki i inne pierdoły. Co by ludzie powiedzieli?! Może przestalibyśmy być dla nich inspiracją, bo nie jesteśmy wyjątkowi? „Ideały są tylko w Harlekinach. Dookoła jest życie” – pisze Anna Urbańska. W odpowiednim momencie dostałam jej książkę w swoje ręce. Właśnie wtedy, gdy negatywnych komentarzy było u mnie coraz więcej, a oczy robiły mi się coraz większe. Myślałam tylko o tym, jacy ludzie są dziwni – oceniają kogoś mimo że go totalnie nie znają, wymyślają sztuczne problemy i kreują siebie jako ideały. Książka o autentyczności tylko dodatkowo wzmocniła mnie w swoim przekonaniu, że dobrze robię nie naginając się, nie zmieniając się dla takiej publiki. Ja nie piszę dla nich, piszę dla Ciebie młoda kobieto – masz jakieś dwadzieścia parę lat, ledwo trzydzieści, wyszłaś może za mąż, masz dzieci lub chcesz mieć/nie wiesz czy chcesz, szukasz lub masz swoją pasję, lubisz rodzinę, ale też chcesz się rozwijać i uczyć nowych rzeczy, nie zatracasz się w macierzyństwie, uciekasz czasem od pieluch i nie uważasz, że samotne wyjście jest czymś złym, dbasz o związek albo wręcz przeciwnie coś Ci w nim nie gra. Tak, do Ciebie piszę. Nie do kobiet, które już dawno mają ustabilizowaną sytuację finansową, rodzinną, społeczną – one mają inne blogerki do czytania, u mnie zapewne się zanudzą i stwierdzą, że posty są bezsensowne. Macham rączką, życzę miłego dnia i powodzenia. Dodajecie mi sił dwudziestoparolatki! Piszecie tak piękne i długie wiadomości prywatne pełne obaw o małżeństwo, pierwsze dziecko, czy inne problemy, że aż mi się ciepło na sercu robi, że chcecie poznać moje zdanie. Dziękuję! Bo wiecie, że blog to tylko namiastka i chętnie poznałabym i dała się Wam poznać osobiście przy zielonej herbacie albo jeśli lubisz – przy kawie.

Ja nie chcę być z plasteliny – nie zależy mi na anonimowej sympatii, na tym, by coś za darmo dostać i się z tym obnosić. Jak mówię, tak robię. Pewnie odróżniam się od innych, nie muszę być taka jak wszyscy. Nie boję się odrębnego zdania, braku akceptacji, usunięcia z grona znajomych – obserwujących. Większość sprzedawców i marketingowców powie Ci/mi, że najważniejsze to umieć się sprzedać. Ale czy trzeba być taką rozciągniętą gumą do żucia? Nie! Nie trzeba być tym, kim inni chcą byśmy byli, bo im się wydaje, że tacy jesteśmy.

Mam swoje zdanie, nie zawsze postępuję, tak jak inni ode mnie tego oczekują, nie uśmiecham się do tych, którzy za rogiem mnie obmawiają, jestem nadal pełna energii, pasji, a moje ciało wciąż pragnie nowości, ruchu. Krótko – nie jestem „grzeczna”. Są techniki, metody, gesty, które się wykonuje, aby przekonać swoich odbiorców, zwabić ich. Znam je i śmieję się z nich, gdy rozpoznaję je u kogoś jedną po drugiej. Jesteśmy ludźmi, a nie szyldami reklamowymi na murze. Wiem, że niektórzy chcą być dla kogoś partnerem tylko wtedy, gdy mówią tym samym głosem. Kiedy okazuje się, że ktoś ma odwagę powiedzieć coś od siebie, drogi się rozchodzą. Czy warto za tym płakać? W krótkiej perspektywie może wydawać się to ogromną stratą, ale w dłuższej… to tylko zysk! Na miejsce pustych relacji wchodzą prawdziwe przyjaźnie, czas imprez zamieniasz na czułe rozmowy z mężem, a oprócz psa chcesz dać także komuś życie i przystosować go do życia w społeczeństwie. Kiedy nie jesteśmy sobą możemy stracić do siebie szacunek. Na miejsce szczęścia i spełnienia wchodzi wówczas frustracja, stres, ciągłe poczucie bezsensu i pustki.

Gdy popełniam błędy staram się do nich przyznać, przeprosić i wynieść z tego jakąś refleksję. W internecie spotykamy się jednak często z pustymi argumentami, które mogą nie mieć żadnego odniesienia w rzeczywistości. Obrzucanie się jadem, odpychanie krytyki są na porządku dziennym, ale właśnie dlatego, że nie mówimy sobie tego wprost, w cztery oczy. Takie zajadłe dyskusje na pewno nie zdarzają się tak często w realu, gdyż nie jesteśmy na tyle odważni, żeby kogoś tak osobiście krytykować. Robimy to, ale za plecami, obgadując, a potem śmiejąc się w twarz. Nauczyliśmy się mówić tak, aby zadowolić innych. Udajemy, dostrajamy się do towarzystwa, chwalimy, nawet jak w duchu przeklinamy. Czy dobrze nam potem z tym? Tak się nam wydaje, że jesteśmy fajni, inni są dla nas fajni, ale gdzieś w innych relacjach ten brak autentyczności wychodzi. Uczymy się przecież na błędach, mamy na to całe życie, które albo wykorzystamy albo na łożu śmierci zorientujemy się, że czegoś nie warto było robić w imię pustych ideałów. Cudzych ideałów.

Wolimy przecież kiedy jest łatwo, miło, przyjemnie, bo mamy święty spokój. Po co się narażać jak nie trzeba? Żeby być sobą i dobrze się z tym czuć! Każdy z nas ma przecież własne wartości według, których układa sobie życie. Ja mam swoje, Ty swoje. Jestem im wierna mniej lub bardziej, ale to moja sprawa. Nie chcę być taka jak Zuzia, Kasia, Stefan. Jestem Pani Woźna i walczę o siebie w tym zwariowanym świecie, którego czasem nie rozumiem. Jeśli wizerunek tworzony w internecie jest spójny z tym, co reprezentuję w realu to prędzej czy później znajdą się tacy, którzy będą chcieli się moim życiem trochę poinspirować, zapytać o radę w danym temacie. To oznacza, że nie muszę się sprzedać, by inni mnie kupili. Jestem cały czas sobą. Oczywiście, że miałam już chwilę zwątpienia, gdy patrzyłam, kiedy inne blogerki otrzymywały hurtowo jakieś prezenty, paczki, dary losu, a ja nic. Tylko czy ja tego potrzebowałam? Czy faktycznie sama bym to kupiła gdybym mogła? To moje podstawowe kryterium rozpatrywania współprac. W końcu jeżeli skupiam wokół siebie podobne osoby, to wiem jak ciężko czasem wygospodarować jakieś grosze dla siebie – dzieci pochłaniają mnóstwo pieniędzy. Dziękuję wówczas za torby za 700 zł, odrzucam maty do przewijania za dwie stówki. Nie pokażę ich u siebie, nie będę popularniejsza. Bo ja wcale taka nie jestem! Pupę niemowlaka mogę przewinąć na łóżku na zwykłym podkładzie za kilka złotych, no ale wiem… nie jest z najlepszej tkaniny na świecie, ba! Może być zimny, a dupcie niemowlaków ich nie lubią. Czasem nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.

Pisanie bloga, tworzenie instapamiętnika to wystawienie siebie na ocenę przez innych. To otwarcie się na krytykę, na rady innych osób, na głos innych w twoje życie. Czasem mi z tym dobrze, a czasem chciałabym pozamykać wszystkie konta i mieć święty spokój. Szukam jakieś balansu i dlatego w weekendy nie pracuję. Jeśli nie zdążę napisać postu na sobotę lub niedzielę to odpuszczam. Świat się wówczas nie wali. „Słońce świeci tak samo, a jabłka smakują i pachną tak jak kiedyś” – cytat Andrzeja z „M jak Miłość” ( tak, lubię ten odmóżdżacz i nie oglądam popularnych, amerykańskich seriali). Od kiedy tylko zaczynamy życie w społeczeństwie – w szkole czy przedszkolu – zaczynamy się wystawiać na krytykę innych, na ich wpływ na nas. Warto nie zatracić się w dążeniu do cudzych ideałów, a odnaleźć własne wartości, przyjemności, które będzie hołdować i które będą sprawiać nam radość. Nawet za cenę bycia nielubianym.

Zdjęcia – Angelika Stashki

  • Dwudzistuparu lat jeszcze nie mam i dlugo mieć nie będę, ale siły dodam mam nadzieję! To co piszesz jest bardzo ważne również z perspektywy licealistów, która również szukam swojego miejsca w świecie. Przychodzi tutaj, nie do Jessici Mercedes! Dziękuję <3

  • Dziękuję serdecznie!

  • To przyjmujesz taką postawę jak ja – wolę nie komentować niż psuć komuś dzien. Szkoda mi czasu na takie słowne gierki tym bardziej z ludźmi których nie znam i pewnie nigdy na oczy nie zobaczę.

  • Wiem, że się powtarzam ale uwielbiam Twoje posty! 😉

  • Po przeczytaniu tego posta mam tylko jedno spostrzeżenie: faktycznie blogi prowadzone kontrowersyjnie lub, dla przeciwności, pod publiczkę – poruszające tylko pożądane tematy i w treści zgodne z ‚wolą ludu’, wybijają się łatwiej i szybciej. Blogi tworzone od serca, takie w formie pamiętników, spisywania własnych spostrzeżeń zazwyczaj mają mniejszą „oglądalność”. Zaskakuje mnie to o tyle, że z jednej strony nienawidzimy ludzi, którzy mają lepiej od nas, a z drugiej poniżamy tych, którzy żyją autentycznie – często tak jak my. Pozdrawiam

    • Tak było jest i będzie. W internecie jest jak w klasie – są gwiazdy, są średniacy i są nieśmiałki.

  • Marta

    Piątka! Świetny tekst! Ja też obieram taktykę, że jeśli mi się coś nie podoba, to nie komentuję, bo po co – o gustach się nie dyskutuje. Jestem wielką fanką projektów DIY, ale jak czasem widzę, że z dobrych produktów tworzone są wręcz śmieci, to aż mnie krew zalewa. Często to, co powstało, ani nic nie wnosi (patrz nurt „zero waste” lub chociaż „less waste”) ani nie wygląda. Często zwłaszcza nie wygląda. Takie infantylne, zdziecinniałe koszmarki, które jeszcze w dodatku ktoś proponuje jako „świetny pomysł na własnoręcznie wykonany prezent” – ręce mi wtedy opadają. Ale nie odzywam się – mój świat DIY, mój gust i mój styl są nieco inne. Po to mam bloga, by to pokazać, a nie wylewać żółć na wszystkich wokół. Moja dewiza: „żyj i daj żyć innym” 🙂 Trzymaj się i dalej bądź sobą! 😀

  • Mam pdodbne podejście do twojego, wolę robić swoje i po swojemu. Jeżeli sie komuś nie podoba, to naprawdę nie smucę się z tego powodu. NIe trzymam nikogo na siłę.
    Co do budowania marki, to zaplanowana stretegia i brak autentyczności wcześniej czy później wychodzi na jaw. Dlaetgo lepiej żyć i robić swoje w zgodzie z własnymi przekonaniami… to na pewno zaprocentuje.

    • Elwira, Ty na pewno nie masz z tym problemu. Pamiętam, jak mój mąż kiedyś opowiadał, że czytał coś na jakimś blogu, okrętnie tłumaczył logo i całą resztę, ale bez nazwy zgadłam o kogo chodzi – o Ciebie 🙂

  • Aga Sweetvillage

    Marta, dobry tekst. Nie mogę już czasem patrzeć na spijanie sobie z dziubków na blogach, FB, Insta itp. I to parcie na budowanie marki i jak największej liczby odbiorców. Dlatego też coraz rzadziej czytuję blogi, bo niestety coraz mniej w nich autentyczności. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    • Takie są teraz realia. Podejrzewam, że połowa z nas nie dogadałaby się ze sobą w realu, ale w internecie warto się obok siebie pokazać, bo to opłacalne…

  • Pingback: Czytam, bo lubię #1 - paniwozna.pl()

  • Może faktycznie żyjemy w Matrixie? 😉

  • Hej Marta, jesteś twórcą a co za tym idzie, tworzysz nie pytając się o nic nikogo, tworzysz przede wszystkim dla siebie. Jeżeli coś zmusza do refleksji to fajnie, jeżeli jest coś dla kogoś gówno warte to też spoko, nie warto się z tym kłócić. Jeżeli ktoś się z czymś nie zgadza to jest to tylko i wyłącznie jego podgląda a to jest twoje miejsce. Konkretny wpis 😉

  • Dziękuję, za ten i inne komentarze :*

  • Miło czyta się takie posty, bo dzięki temu wraca mi wiara, że są jeszcze ludzie, którzy na pierwszym miejscu stawiają prawdę, naturalność, indywidualizm. Oby więcej takich treści w naszej blogosferze.

  • Hmm mam prawie 40, to już się chyba pod target nie łapię 🙂