Książki

Lato z książką – co przeczytałam w czerwcu i lipcu

Mimo że treść postów na bloga jest bardzo ważna, długo głowiłam się, jaki nadać tytuł temu dzisiejszemu wpisowi. Na Instagramie z ogromną ciekawością pytacie mnie zawsze o opinię na temat książek, ale na blogu zainteresowanie recenzjami jest o wiele mniejsze. Zdecydowałam się dlatego nie publikować już postów z pojedynczymi lekturami, ale skupiać je w nieco większe bloki. Być może będą one dla Ciebie ciekawsze i wśród kilku przeczytanych przeze mnie książek znajdziesz chociaż jedną dla siebie. Propagowanie czytelnictwa jest dla mnie ważne, bo wierzę, że ten kto czyta jest po prostu mądrzejszy i ciekawszy świata. A więc co przeczytałam w czerwcu i lipcu?

Książki z czerwca i lipca

Iil, Bates Ames, Baker – „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat”

rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat

To pozycja, którą powinien znać każdy rodzic z wątpliwościami na temat rozwoju swojego dziecka. Pomaga zrozumieć i poznać etapy przez które przechodzą maluchy, aby osiągnąć dojrzałość emocjonalną i fizyczną. Dzięki tej lekturze wiem mniej więcej co i kiedy czeka mnie w najbliższym czasie w związku z zachowaniem dziecka. Ta książka nie podaje jednak sztywnych ram i każe wszystko odnieść do poszczególnego przypadku. Autorzy skupiają się na bardzo wielu kwestiach – odżywianiu, spaniu, przeklinaniu, smoczkach, odpieluchowaniu i innych problemach, z którymi na co dzień jako rodzice musimy sobie radzić. Mimo że większość książek, które czytam sprzedaję, tę na pewno zostawię, aby wracać do niej w chwilach zwątpienia bądź spadku w wiary w swoje możliwości jako mamy.

Eichelberger, Mieszczanek – „Jak wychować szczęśliwe dzieci”

jak wychować szczęśliwe dzieci

Na początku czytania tej książki nie byłam nią zachwycona. Jestem uczulona na „lanie wody” i pisanie stale o tym samym. Nie lubię pustych słów oraz powtarzanie pewnych oczywistych prawd. Pewnie istnieje grupa osób, której do głowy trzeba wbić pewne rzeczy dziesięć razy, aby je zapamiętali lub uwierzyli w nie, ale jeśli chodzi o mnie i podejście do macierzyństwa to szybko podłapuję rady i wybieram te, które mi najbardziej odpowiadają. Właśnie dlatego ta książka zaczęła mnie wciągać dopiero od jakiegoś momentu. Szczególnie gdy autor zaczął podkreślać znaczenie stylu życia rodziców na to, jakie jest dziecko. Często powtarza się, że pies upodabnia się do właściciela. Podobnie jest dziećmi, nie obrażając ich oczywiście. Wystarczy spojrzeć na maluchy, które mają 1,5 roku i obserwując nas powtarzają te same czynności rozśmieszając nas przy tym. Często nie ma się jednak z czego śmiać, bo nie wszystkie nasze nawyki są dobre i godne pokazywania przed wszystkimi. Nasz styl życia przechodzi mimowolnie na nasze dzieci i nie można mieć im za złe tego, że nas naśladują. Bardzo spodobało mi się w książce zdanie o eliminowaniu cukru z diety dziecka. Psycholog, który zajmował się dzieckiem, najpierw sam próbował przez 2 tygodnie nie jeść słodkiego, a dopiero potem wymagać tego od dziecka. To jest bardzo ważna kwestia, bo często chcemy żeby dziecko przestało coś robić, chociaż my sami to robimy. Ma to też swoje dobre strony, bo możemy z dzieckiem biegać boso w błocie, siedzieć na ziemi i rysować kamieniami, skakać w kałużach po deszczu tańczyć do ulubionych piosenek nawet w sklepie (tak, tak, ja tak robię i się tego nie wstydzę). Dziecko szczęśliwych i radosnych rodziców musi takie być. Stres, kiepski sen i apetyt nie bierze się tylko z samego malucha, ale często z zachowania jego rodzicieli, których na co dzień obserwuje.

Evans – „Machiavelli dla mam”

machiavelli dla mam

To książka, którą kupiłam za niecałe 10 zł w Biedronce. Spodobało mi się nawiązanie do „Księcia” Machiavelliego, czyli pozycji omawianej na jednym z przedmiotów na moich studiach. Dobrze wiedziałam, że będzie dotyczyć socjotechniki i manipulacji oraz strategii zarządzania domem w taki sposób, aby dzieci zachowywały się przyzwoicie nie domyślając się naszej w tym ingerencji. Autorka najpierw opisuje swoje problemy, a potem próbę wprowadzenia nieco ogłady w swoim „królestwie”. Nie wszystkie wskazówki są godne naśladowania, a przede wszystkim dotyczą raczej starszych dzieci niż mój Staś. Evans jest po rozstaniu z mężem i na nowo układając życie musi także wychować pasierba oraz swoją uciekającą z domu córkę z zespołem Downa. To nieco mówi już o jej sytuacji, gdyż da się wyczuć, że jej problemy ze związkami z facetami przeniosły się mocno na dzieci. W odniesieniu do książki powyżej raczej ciężko wymagać od jej maluchów, aby w konfrontacji z rozwodem, przeprowadzką i problemami mamy zachowywały się w sposób poprawny i ułożony.

Hell – „Uwaga, dochodzę”

DSC_7097

Teraz będzie nieco o książce o… orgazmach. Pewna ruda Niemka postanowiła po przebrnięciu przez kilka związków sprawdzić, czy dbałość o kobiecy orgazm jest na wszystkich kontynentach równa. Jej celne i cięte komentarze uprzyjemniły nam dwa wieczory – piszę nam, bo czytałam na głos tę książkę chłopakom przy wieczornym usypianiu. W kwestii szybkiego nużenia Stasia, mój głos bije Męża na głowę! 😉 Wracając do orgazmów… Ta lektura pozwala się odprężyć, ale i zastanowić nad naszą, kobiecą seksualnością. Autorka mimo że nie oczekuje od każdego seksu fajerwerków, to pragnie być przez mężczyzn doceniania, a nie tylko wykorzystana do spełniania ich zachcianek. Szuka wśród mężczyzn na całym świecie dowodu na to, że potrafią oni zadbać o kobiece uniesienie. Po drodze ma jednak także okazję sprawdzić, jak to jest w przypadku lesbijek i tu mogę zdradzić, że jest ona zachwycona więzią, która wytwarza się między kobietami. Niemka sprawdza się także w szybkich numerkach, seksie z kierowcą autobusu oraz kochaniem się w jaskini i z widownią. Jej nieskrępowany język i komentarze są warte tego, aby kupić tę książkę, bo być może odmieni ona nieco Twoje podejście do orgazmu i seksu.

Uhls – „Cyfrowi rodzice. Dzieci w sieci”

cyfrowi rodzice

Przeczytałam ją w podróży z Warszawy do Poznania. To lektura na miarę dzisiejszych czasów i problemów, które mają rodzice i wychowawcy pokolenia Y i Z. Jestem rocznikiem ’92 i swoją pierwszą komórkę dostałam na któryś tam obóz. Wtedy zasięg w lesie było trudno złapać, ekran telefonu miał jakieś 2 cm, a limit na karcie szybko się kończył. W tej chwili już niemowlaki mają kontakt ze smartfonami i tabletami. W wieku dwóch lat bez problemu obsługują aparat w komórce i aplikacje. Nie ma im się co dziwić, gdyż sama niedawno byłam świadkiem sytuacji, gdy podczas przewijania dziewczynki nad jeziorem, rodzice aby ją czymś zająć dali do ręki smartfon z puszczoną bajką. Dodam, że malutka była na pewno mniejsza niż Staś, bo nawet dobrze nie chodziła… Nie jestem za całkowitym zabranianiem dzieciom technologii, bo przecież sama z Mężem z nich korzystamy. Autorka podkreśla natomiast, że do 2. roku życia ekrany wszelakie nie dają żadnych korzyści maluchom, a raczej ich rodzicom. Mój Syn na przykład nie był, ani nie jest w tej zainteresowany telewizorem w ogóle. No może poza fascynacją pilotem i włączaniem urządzenia. Żadna bajka nie skupia jego uwagi dłużej niż na minutę. Smartfony lubi włączać guzikami wokół obudowy oraz jeździć palcami po ekranie. Nie jesteśmy jednak w domu przykuci do urządzeń, więc on też o wiele bardziej od komputera i telefonu woli biegać za psem na dworze, ciągnąć plastikową taczkę albo chować się za drzewami. Książka zwraca uwagę na ważne problemy, ale także rozwiewa pewne mity. Jeśli nie masz jeszcze wypracowanej strategii na wprowadzanie dziecka w świat ekranów to ta pozycja na pewno jest dla Ciebie.

Chatfield – „Książka do przeżycia”

DSC_7096

Świadome życie. Slow life. Mindfullnes. Less is more. To zagadnienia, które znajdziemy ostatnio w każdym magazynie opinii. Trudno się dziwić, że rynek książek w tych tematach również stale się powiększa. „Książka do przeżycia” to swoisty zeszyt ćwiczeń, który skupia się na Tobie. O niektórych rzeczach nie myślimy na co dzień. Zderzenie otrzymujemy na przykład na rozmowie kwalifikacyjnej, gdy na pytanie o pasje i zainteresowania pada głucha cisza. Istnieje grupa osób, która hobby zamienia w pracę, ale jest sporo ludzi, którzy poszukują celu w życiu. To na pewno lektura pomocna dla nich, bo pozwoli zadać sobie pytania, ale przede wszystkim szukać na nie odpowiedzi. Niektóre strony pozostawiłam nadal puste, bo to nie jest książka do przeczytania ciągiem i odłożenia na półkę. Warto systematycznie ją wypełniać dbając również o czas na przemyślenia.

Glogaza – „Slow life”

DSC_7094

Poprzednia książki Asi – „Slow fashion” pozwoliła mi uporządkować szafę, a raczej ją oczyścić. W tej chwili gdy zadaję sobie pytanie „W co mam się ubrać” to faktycznie mogę nie znaleźć odpowiedzi, bo gdy nie wyprasuję ulubionych rzeczy na to na wieszakach mam pustki. Lepiej mi jednak z tym niż z rzeczami upchanymi po kilka sztuk na jednym wieszaku. Zapowiedź nowej książki Asi zobaczyłam na stronie wydawnictwa i napisałam komentarz na jej FB, który szybko usunęła. Przeprosiła mnie w wiadomości prywatnej, bo chciała ogłosić premierę dopiero za jakiś czas 😉 Ja przebierałam już wtedy nogami za „Slow lifem”, bo skoro „Slow fashion” tak mi pomogło, to co dopiero ta nowa lektura. Faktycznie, czytanie jej, utwierdza mnie jeszcze bardziej w tym, że chcę robić to co lubię i nie patrzeć przy tym na innych. Ktoś może mi napisać, że jestem straszną egoistką w tym, że nie obchodzą mnie opinie innych. A dlaczego mają? Nikt nie zna mnie lepiej niż ja sama i nie wie, co dla mnie dobre. Kiedy mam na coś ochotę to to robię, a nie przejmuję się, że Ty pukasz się w czoło. Ubieram dziecko w sandały bez skarpetek, nie robię zdjęć takich jak wszyscy, nie podejmuję współprac za rzeczy za 10 zł, nie lecę do sklepu po najnowsze kolekcje… Każdy robi to co lubi, a ja popieram tylko te działania, które nas nie ograniczają i nie zabierają wolności. Bo chyba zdajesz sobie sprawę że marketing i reklama to silne sidła?

„Morze pomysłów na bezmiar szczęścia”

DSC_7084 DSC_7087 DSC_7090 DSC_7091 DSC_7115

To książka którą dostałam kilka dni temu do recenzji. Ten ilustrowany przewodnik jest nie tylko śliczny, ale zawiera całą masę motywujących cytatów, pastelowe naklejki do kalendarzy i notatników oraz kartki do wyrwania i powieszenia na ścianie, drzwiach lub włożenia do ramki. Nie wszystkie książki muszą mieć 300 stron żeby przekazać fajne i mądre treści. Ten poradnik jest na to dowodem. To zupełna nowość z Wydawnictwa Czarna Owca.

Może te kilka książek to nie szczyt moich możliwości czytelniczych, ale lata nie można tylko spędzić na tyłku. Poza tym musi być przecież czas na rower, zachody słońca, upojne noce z Mężem, zabawę z dzieckiem, pracę i dobre posiłki. Mam nadzieję, że coś chętnie przeczytasz dzięki mojemu poleceniu i dasz znać jak Ci się podobało. Może Ty ostatnio przeczytałaś coś co jest warte uwagi?