Dzieci

Torba do szpitala

Torba do szpitala

Kiedy mija 35 tydzień ciąży, robisz KTG, dziecka nie da się już mierzyć tylko ważyć, zaczynasz czuć, że poród tuż tuż. Przekładasz wyprawkowe zakupy z miejsca na miejsce, może pierzesz i prasujesz malutkie ubranka, gorączkowo przeglądasz listy zakupów. To jednak też już najwyższy czas żeby spakować torbę do szpitala. Po pierwszym porodzie wiem już, co przydało mi się, a co zabrałam bez sensu. To czego wciąż mi brakowało to… przekąski i laktator. Mimo pysznych posiłków stale byłam głodna, bo w końcu po 9 miesiącach poczułam, gdzie mam żołądek i co to prawdziwy głód. Dzięki laktatorowi nie chodziłabym z piersiami twardymi jak kamień, a Staś nie pogryzłby mnie już na początku mlecznej przygody. Niestety w tamtym momencie tego nie wiedziałam. Teraz moja torba do szpitala będzie lżejsza i spakowana z głową.

Torba do szpitala

Zanim zaczniesz jakiekolwiek przygotowania do zakupów porodowych zapoznaj się ze stroną internetową szpitala, w którym zamierzasz rodzić. Jeśli nie znajdziesz na niej wskazówek odnośnie tego, co należy ze sobą zabrać, wybierz się tam osobiście albo zadzwoń, żeby nie robić niepotrzebnych zakupów. Być może nie będziesz musiała na pobyt brać koszul, ubranek dla dziecka, pieluch albo podkładów poporodowych. To naprawdę są ważne rzeczy, a po co zabierać i kupować coś, co możesz dostać „w pakiecie” w trakcie pobytu w placówce.

Mieszkam pod Poznaniem i po raz drugi zamierzam rodzić na Polnej. Za pierwszym razem byłam bardzo zadowolona z opieki oraz przebiegu porodu. Nie miałam swojej położnej, a zdałam się na osoby będące na dyżurze. Mile wspominam zarówno położną, jak i lekarzy. Trafiłam na młodą, męską, odpowiedzialną i rozsądną ekipę. Mimo, że bolało mnie niesamowicie wszystko skończyło się dobrze i jeszcze przed zakładanym przez doktora czasem.

Szpital na Polnej skrupulatnie podaje, co trzeba zabrać ze sobą, a co na pewno się nie przyda. Dwa lata temu te informacje były mniej szczegółowe i dlatego nie wzięłam wówczas laktatora. Ok, do rzeczy. Co spakowałam?

Rzeczy dla mamy:

  • kosmetyki oraz przybory toaletowe, gumki do włosów. Polecam brać miniaturowe opakowania np. pasty, kosmetyki do wykończenia, których opakowania możesz wyrzucić przy wyjściu ze szpitala. Wówczas torba będzie lżejsza niż przy przyjęciu do porodu. Zabieram ze sobą również minimalny zestaw kosmetyków do makijażu;
  • dwa ręczniki ( weź ciemne, bo po porodzie albo je wyrzucisz albo uda Ci się je wyprać i nie będzie śladów krwi). Aby moja torba była lżejsza tym razem biorę zwijane i lekkie ręczniki z Decathlona;
  • klapki pod prysznic;
  • pomadka do natłuszczania ust – jeśli Twój Mąż będzie przy porodzie wsadź mu ją do kieszeni koszuli. To będzie jego zadanie, by dbać o stałe nawilżenie ust, a wierz mi, że w trakcie oddychania przez usta wargi wysychają niesamowicie;
  • woda mineralna niegazowana oraz suche ciastka – głównie biszkopty;
  • koszulę na pobyt na oddziale położniczym – GranatOVO;
  • bieliznę (biustonosz do karmienia piersią – ja mam z KappAhla , siateczkowe majtki połogowe – moje z Canpola), zabieram też 2 pary skarpet – po porodzie, gdy traci się dużo krwi mogą być zimne stopy;
  • laktator – u mnie ręczna Medela;
  • wkładki laktacyjne i maść na brodawki Maltan;
  • telefon, ładowarka, aparat;
  • dokumenty – kartę przebiegu ciąży, dowód osobisty, bieżące i ważne wyniki badań;
  • długopis i notes – warto mieć coś do zapisania wytycznych od lekarza. Mimo że prowadzę bloga, to nie robię notatek w telefonie. W tym temacie jestem staroświecka i „papierowa” 😉 ;
  • chusteczki do nosa;
  • sztućce i kubek.

Dla taty:

  • 2 zł na szatnię, 50 zł za poród rodzinny;
  • klapki;
  • batony owsiane, wodę mamy wspólną 😉

Tak na marginesie, tata niech ubierze się lekko. Na sali porodowej i poporodowej jest zwykle bardzo gorąco, więc lepiej, żeby facet też swobodnie się czuł. Jeżeli planujecie kontakt skóra do skóry to proponuję, aby partner miał rozpinaną koszulę, którą szybko rozepnie. Dzięki temu i on będzie mógł się cieszyć bliskością z maluszkiem.

Dla maluszka:

  • chusteczki nawilżane – będę testować przy Olku chusteczki Water Wipes. To nowość w Polsce. Są nasączane wodą i wyciągiem z pestek grejpfruta. Oprócz zastosowania przy przewijaniu zamierzam użyć je do demakijażu.
  • jedna pieluszka tetrowa i jedna muślinowa, bo pewnie przydadzą się przy karmieniu. Biorę takie, których nie będzie mi żal wyrzucić. Szpital do skupisko zarazków, więc jeśli placówka wszystko zapewnia niech Cię nie kusi zabieranie zabawek, kocyków, otulaczy, ubranek. Wytrzymasz dwa dni i potem zaczniesz stroić swojego szkraba;
  • podkład do przewijania – ja mam w zestawie z torbą.

W moim szpitalu naprawdę potrzeba niewiele rzeczy i bardzo się z tego cieszę, bo zabieranie podkładów poporodowych, jednorazowych podkładów na łóżko, pieluch dla dziecka zwiększa objętość, ale i wagę torby.

Słów kilka o torbie…

Przy pierwszym porodzie spotkałam się na sali z dziewczynami, które do porodu zapakowane były w wielkie walizki. Może to i wygodniejsze i rzeczy są lepiej ułożone, ale tak jak już pisałam szpital to skupisko zarazków. Warto pomyśleć o tym, że torba będzie leżała prawdopodobnie pod naszym łóżkiem na podłodze… Dla mnie materiałowa to podstawa. Po wyjściu ze szpitala bez problemu ją wypiorę i wywietrzę na świeżym powietrzu.

Od Fabryki Wafelków w ramach wyprawki dostałam możliwość wybrania i przetestowania torby do szpitala. Beaba Amsterdam mignęła mi już jakiś czas temu w ich ofercie i trafiła do zakładek. Stwierdziłam, że może po porodzie wraz z przypływem gotówki uda mi się ją kupić, bo nie tylko wygląda super, ale ma dużo akcesoriów. Uważam, że jej cena jest adekwatna do jakości, bo to naprawdę solidny wyrób. Materiał jest grubszy, rączki dobrze obszyte, a w środku mnóstwo przegródek, które idealnie wypełnią rzeczy potrzebne do szpitala. No właśnie. Ta torba jest w idealnym rozmiarze na spakowanie się do porodu. Ba, mnie zostało u góry nawet trochę miejsca, ale jak widzisz na jednym ze zdjęć, przypięłam do torby karteczkę z listą rzeczy, które włożę tuż przed wyjazdem do szpitala.

Na wyjście ze szpitala:

  • fotelik samochodowy – kupiliśmy jakiś czas temu Concord Air Safe;
  • ubranka ( przygotowałam 2 bodziaki w różnych rozmiarach, bo nie wiem, jak ostatecznie będzie wyglądać kluseczka); – biorę body z długim rękawem Coodo, grubszy sweterek Zara, legginsy z wysokim stanem H&M i Zara, skarpetki frotkowe H&M, czapeczkę bawełnianą Coodo, apaszkę pod szyję Bamboom;
  • otulacz do okrycia malucha w foteliku, gdyby świeciło ostre słońce – u mnie bawełniany Lodger;
  • kocyk – z powodu jak wyżej 😉 – u mnie Pink No more. Od dawna mi się podobał i szczerze mówiąc to była kwestia czasu aż pojawił się wśród naszych tekstyliów. Jest cieńszy od Color Stories, więc przyda się na chłodniejsze, letnie dni;
  • ubrania i obuwie dla mnie – zadzwonię do Męża, co ma przywieźć, zależnie od pogody i mojego brzucha.

Tym razem nie zabieram ze sobą do szpitala smoczka. Po pierwszym pobycie podałam go bardzo szybko, bo Staś był naświetlany i aby jak najdłużej leżał pod lampami położne kazały mi dać mu smoczek. Nie pomyślałam wtedy, że przecież taki maluch i tak będzie dużo spał, więc posłusznie posłuchałam „dobrych rad” i nie mogłam sobie potem poradzić z przystawianiem do piersi, bo Synek z jednej strony miał smoczek, a z drugiej miękką pierś i był ogłupiony. Teraz postaram się jak najdłużej go nie podawać, abyśmy się jak najszybciej zgrali przy karmieniu piersią.

Post powstał we współpracy z Fabryką Wafelków